piątek, 26 kwietnia 2013

94. San Francisco welcome to

No to moze zacznijmy od poczatku. Przywitajmy sie z San Francisco. Przeciez to fajny gosciu i to nie jego wina, ze akurat wczoraj mialam nieco gorszy i bardziej stresujacy dzien, prawda? Zreszta przyjechalismy wieczorem poprzedniego dnia i poszlismy sie poszwendac i z tego szwendania wyszlo ponad 10 km w bardzo szybkim tempie. I juz wtedy czulam, ze miasto jest w porzadku. Liznelam tylko, kilka wzniesien zaliczylam i wrocilam do przemilego hotelu w japonskiej dzielnicy, ktorego wybor zawdzieczam nie sobie. Z 14 pietra patrzylam na miasto i zastanawialam sie, czym sie rozni. Bo jest inne.

Rano miala miejsce akcja Znicz, o ktorej juz pisalam i nad ktora zatrzymywac sie nie ma co, acz warto zauwazyc, ze mnie przyprawila o bol ramion i karku dzisiaj rano. Bo ze mna jest jednak tak, ze w stresie dzialam, zazwyczaj sprawnie, a potem odreagowuje. Tymczasem po kilku godzinach spacerowalam juz w zupelnie innej dzielnicy, podobno zwanej little russia, ale trudno by mi bylo stwierdzic, czego jest wiecej na ulicy - rosyjskich bukw czy chinskich ideogramow, albo przynajmniej azjatyckich. Jest cudnie nieturystyczna, a w sklepie mowia w jezykach, ktorych nie rozumiem. Sushi zjadlam wyborne, owoce kupilam (jej, ale mi brakuje tutsj owocow) i odzylam.

Bylo tez kilka ciekawych rozmow, na przyklad o imigracji. O tym, kiedy jest najtrudniej, kiedy sie zapomina i co Ci kaze wracac do korzeni. Moja wlasna emigracja z Polski byla poza moja wola i bylam na tyle mala, ze nie odczuwalam tesknoty, jednak pamietam az za dobrze to, ze sie wyroznialam. Ze nie pasowalam do szwajcarskich kolezanek w rozowych sukienkach. I ze wstydzilam sie tego, ze rodzice nie mowia perfelcyjnie po francusku. kazdy przez to przechodzi i moje osobiste dziecko zapewne tez wolaloby, zebym nie popelniala tylu bledow wymowy.
A popelniam ich wiele. (wiecie jak sie mowi t-mobile? Wiecie? Ja tez nie wiedzialam)

No wiec rozmawialysmy z K o tym, jak sie tutsj organizuja zony na obczyznie, ktorych mezowie zazwyczaj pracuja w firmach informatycznych. Jak tworza sobie polska rzeczwistosc i rownoczesnie wtapiaja sie w lokalny swiat. O tym, ze przedszkole w Kalifornii to koszt np. 15000 dolarow rocznie. Ze po kilku latach mezowie juz nie chca wracac, bo tu pracuje sie inaczej, docenia sie inaczej i w konsekwencji zyje sie inaczej. A pensje sa akurat takie, zeby zona pracowac nie musiala. Ze amerykanskie mamy upupiaja swoje dzieci i kasta opiekunek nie przyjazni sie z kasta mam. K musiala dlugo pracowac nad tym, zeby moc z nimi rozmawiac. Z opiekunkami rzecz jasna. Ze amerykanskie mamy nie akceptuja tego, ze ona wychowuje swoje dziecko inaczej. i kiedy mlody upadnie, to leca je podnosic. I wymuszaja dzielenie sie zabawkami.

Chyba wybiore sie z nimi na plac zabaw :)

Pralka jest jedna na caly dom, w garazu, przy drzwiach wjazdowych. Wrzuca sie 1,75 usd cwiartkami, ustawia warm albo hot, wrzuca pranie i plyn i fruuu, za pol godziny pranie zrobione, i ubrania podniszczone. Musze przemyslec strategie dzisiaj, czego mi nie zal, a co koniecznie musze miec. Potem suszarka (chce miec suszarke!!!), kolejny 1,50 i najlepiej takie platko-chustki, ktore rozmiekczaja i odelektryzowuja. To akurat know how uzyskany w houston.

Siedze sobie na sloneczku w chyba najbardziej turystycznym miejscu San Francisco, niedaleko pier 39. Jest leniwe popoludnie, turystow nie widze, bo siedze tylem, pije piwo lokalne (wczorajszy zywiec byl o niebo lepszy), jem kanapke z salatka z lokalnych krewetek (taka sobie, szczegolnie dmuchany chleb), ale jest mi calkiem dobrze. Wczoraj przez moment chcialam stad uciekac, przestraszylam sie tego miasta i samotnosci. Stad moze ten pomysl z Hawajami wydal mi sie przez chwile fajny. Dzis przypomnialam sobie, ze jestem stworzeniem miejskim.

Jeszcze moze gdzies pojade, auto wynajme, cos ze soba zrobie, ale przeciez wiadomo, najwazniejsza jestem ja.

Chwilo, trwaj.












2 komentarze:

  1. nie mozna powiedziec, ze przedszkole w Kalifornii kosztuje 15.000$! Kalifornia to olbrzymi stan, o powierzchni wiekszej od powierzchni calej Polski. przedszkole w SF tyle kosztuje, bo to jest nieprawdopodobnie drogie miasto. ale tez nie w kazdej dzielnicy jest tak samo.
    mieszkam tu dosc dlugo (8 lat, to jednak kawal czasu) i NIGDY nie pozwolilam sobie na generalizowanie typu: amerkanskie matki, kobiety, dzieci, mezowie, w Ameryce jest tak czy siak.
    to olbrzymi, wielokulturowy kraj. mozna cos powiedziec o jednym konkretnym miejscu. w SF miejscami jest tak jak piszesz, mam kilku znajomych, ktorzy tam mieszkaja(li) i zeznaja podobnie oraz sami SF kilka razy odwiedzilismy. ale SF to nie jest Ameryka, to tylko jedno miasto. mam wiele znajomych i przyjaciolek wsrod amerykanskich matek, i wierz mi, sa bardzo, bardzo rozne oraz zdecydowanie nie reprezentuja jednego modelu wychowawczego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisałam już o swoim generalizowaniu. Jest lenistwa poznawczych i sposobem na rządzenie sobie z innością. oczywiście, że to tylko wycinek. Przecież nie robiębadań.

    OdpowiedzUsuń