niedziela, 21 kwietnia 2013

89. Odpoczywam. W Los Angeles.

Odpoczywam.
Ciagle podejmowanie decyzji, planowanie, organizowanie potrafi byc meczace. No to mam wakacje od wakacji :) Decyzje podejmuja sie same, nie musze nic i nie powiem, jest mi znakomicie.

Poznalam kobiete, ktora wlasnie wydaje powiesc. Udalo jej sie polaczyc kilka watkow z zycia swjej rodziny i innych osob, ale pisala w perwszej osobie l.poj i umiescila powiesc w swoich realiach. Teraz nawet jej siostra mysli, ze ona jest lesbijka, a jej maz gejem. Bardzo fajnie nam sie rozmawialo o zyciu, totalny brak barier komunikacyjnych, poza jezykiem, rzecz jasna. (piewszy wspolny posilek, gdy spotkalo sie kilku kumpli i gadalo ze soba, byl dla mnie wyzwaniem jezykowym. Nie rozumialam co drugiego zdania. Kumple z liceum, ha ha ha. Byc moze po polsku tez bym wymiekla).

Jadlam w kolejnej meksykanskiej knajpie. Tym razem rybne taco. Alez mi to jedzenie odpowiada!

A dzisiaj juz jestem w Los Angeles. Jechalismy wzdluz wybrzeza, cudna droga, choc zatloczona i pelna domow, ludzi i sklepow. Ale ocean wylaniajacy sie co i rusz zza domow, zza pagorkow, mnie hipnotyzowal. Chyba zapomnialam, jak bardzo woda jest dla mnie wazna. Z czterech zywiolow najwazniejszy jest chyba wiatr, najlepiej sie z nim rozumiem, ale woda jest tuz za nim. Ogien mnie fascyńuje, ale go nie pojmuje, a ziemia jest bardzo konkretnie nieistotna. no wiec ocean mnie w ostatnich dniach hipnotyzuje i wzywa.

Dzisiaj w planach troche lazenia, troche odpoczywania, troche robienia nic i na pewno dobre jedzenie ('you're on vacations, that's what people do on vacations' - slysze kilka razy dziennie)





2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia. Szczególnie te zachodu słońca

    OdpowiedzUsuń