poniedziałek, 15 kwietnia 2013

84. Policjanci z Roswell i geodetka z Portoryko

Ameryka jest naprawde piekna.
Znowu jechalam przez pustkowia, do Flagstaff, tym razem boczna droga, przez gory (od kilku dni nie schodze ponizej 1800 m npm) i znowu zachwycalam sie widokami i pustkowiem. Wcale niedziwne, ze wszystko tu takie duze, skoro maja tyle miejsca. Moze w Nowym Jorku tego az tak nie widac, ale za to Teksas, Nowy Meksyk i teraz Arizona sa dosc konkretnie puste.

Zdjecia dorzuce pozniej, bo chce zaraz jechac do Wielkiego Kanionu. Juz 9 godzin nas rozni, u mnie 9 rano. Jeszcze tylko dwa obrazki Wam opisze.

Pojechalam do kolejki Sandia, ktora ponoc jest najdluzsza na swiecie i wwozi na wysokosc ponad 10 tys stop (ponad 3200 metrow), a tam w poczekalni grupa bardzo ciemnych czarnoskorych. Wszyscy mowiacy po francusku, z identyfikatorami na szyi. A na nich wielki napis Roswell. Myslalam, ze padne. Podeszlam i spytalam, skad sa i co tutaj robia. Zaczelam po angielsku. Oni, ze sa z Togo i ze z policji i innych sluzb. I ze na szkolenie przyjechali do Roswell, na 3 tygodnie. Wiec ja do nich, czy szkola sie w zakresie ochrony UFO, albo ochrony przed UFO. Nie bardzo zrozumieli, wiec przeszlam na jezyk francuski, 'extra-terrestres?'. A oni bardzo powaznie zapewniali mnie, ze nie sa z ochrony kosmitow i ze ucza sie w zakresie prawa. Chcialam im zrobic zdjecie, z tymi identyfikatorami wygladali cudnie, ale moja kolejka podjechala, a oni juz wychodzili.

I druga historia. Na gorze bylo zimno i wietrznie. Bardzo. Kazali nadmiernie sie nie oddalac. Poszlam w las, zdjecia porobic. I nagle zobaczylam fajna mloda kobiete, ktora probowala sie sfotografowac z komorki postawionej na drzewie. Zapytalam, czy pomoc. Anelis okazala sie portorykanka, ktora kilkanascie lat temu zdecydowala sie wyjechac z domu i pracowac tutaj. Mieszka w Houston, w Albuquerque byla, zeby zdac egzamin na rzeczoznawce geodezyjnego, czy jakos tak. Opowiedziala mi, ze mieszkancy Portoryko sa obywatelami stanow, ale nie jest to kolejny stan, tylko terytorium. I na te okolicznosc placa mniejsze podatki, co 'normalni' mieszkancy USA uwazaja za niesprawiedliwe. Bo Portoryko nie odprowadza żadnych podatkow do budzetu federalnego. Ona sie w sumie z tym zgadza, zwlaszcza ze od wielu lat placi jak normalni. Przeprowadza sie co chwile, mieszkala juz w czterech stanach, czy pieciu i nie powiedziala ostatniego slowa. Houston jej sie nie podoba, w czym bardzo ja rozumiem, ale na razie tam ma fajna prace. Przegadalysmy z godzine i rozstalysmy sie na dole, przy samochodach, z przekonaniem, ze swiat jest maly, skoro wszedzie mozna znalezc sobie przyjaciol. Nawet na 10 000 stop.

Pojechalam w sina dal, zjadlam lunch w subway'u (menu wlasciwie takie same jak u nas), i jadac na zachod przy zachodzie slonca spalilam sobie nieco oczy.
Pamietacie bajki z Lucky Luke?
'i am a poor lonesome cowboy'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz