sobota, 13 kwietnia 2013

82. Juz dwa tygodnie w drodze

Przepraszam za literowki i bledy. To wszystko dlatego, ze pisanie na ipadzie jest dosc niewygodne, a mnie jest szkoda czasu na cyzelowanie kazdego zdania. Staram sie pozniej poprawiac i troche wygladzac jezyk, ale ci, co czytaja pierwsza wersje, pewnie zgrzytaja zebami.

Tymczasem zapomnialam kompletnie o tym, ze bylam wczoraj swiadkiem wypadku. Motocyklowego. Pan jechal przede mna, harlejem, bez kasku, bo tutaj nie ma obowiazku jezdzenia w kasku, tylko okulary sloneczne sa konieczne, Jechal i nagle sie polozyl. Zaliczyl slizg, przejechal przez drugi pas i wrocil na moj, a ja zaczelam panicznie wciskac pedal hamulca. Dojechalam do niego, wlaczylam awaryjne, inni tez, na pozostalych pasach. Wysiadlam i chcialam wzywac 911, ale on powiedzial, ze ok, ze nic mu nie jest. Zatrzymal sie tez jakiz zolnierz US Army w mundurze, pomogl mu zdjac motocykl z drogi i zaproponowal, ze go podwiezie do pobliskiej miejscowosci, a ja sie czulam idiotycznie, bo pomoc nie moglam, a mialam wrazenie, ze facet jest w szoku. Nie bylo widac zadnych ran, byl w grubych dzinsach i kurtce. I tylko powtarzal, ze nie wie, jak to sie stalo, a zolnierz, ze on tez hamujac zaczal sie slizgac i ze to chyba kwestia nawierzchni. Adrenaline w nogach czulam jeszcze przez co najmniej godzine.

Jestem pierwszym gosciem couchsurfingowym Matta i Jessiki. Mlode malzenstwo z Portlandu w stanie Oregon, ktore postanowilo troche sie uniezaleznic od rodziny. Maja znakomite plany, jada w sierpniu na 3 miesiace do Europy (glownie zachodniej i poludniowej), rzucaja prace, oszczedzali przez kilka lat. Chca nacieszyc sie wolnoscia zanim przyjdzie czas na dzieci i kredyty hipoteczne. Rozmawialismy caly wieczor o tym, czym sie roznia nasze kultury, jacy sa amerykanie i co warto wiedziec o jezdzie autem po Europie. Matt jest w polowie Slowencem, ojciec przyjechal imigracja z Ellis Island, ale Jessiki rodzina mieszka w Oregonie od 6 pokolen. Malo kto tak tutaj ma.

Siedzielismy tez nad mapa Nowego Meksyku, Arizony i Utah, co by mi zaplanowac dalszy ciag. Jeszcze nie wiem, jak dokladnie pojade i gdzie. Oni mnie lekko zniechecaja do Grand Canyonu, a ja im mowie, ze nie wiem, czy starczy mi odwagi spolecznej, aeby ominac to miejsce. Bo co ja powiem potem w Polsce. :)

Wczoraj minely dwa tygodnie podrozy. Juz dosc konkretnie sie wylaczylam ze swiata warszawsko-domowego. Ale nadal nie znalazlam tego, co szukam. Choc obserwuje w sobie coraz wiekszy spokoj. Moze zanim wroce do domu, przestane szukac.

Zasadniczo chyba glownie o to mi chodzi.





6 komentarzy:

  1. Mam nadzieję że nigdy nie przestaniesz szukać :) super się czyta twój dziennik podróży.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwne ze mozna komus odradzac zobaczenie Grand Canyon..

    OdpowiedzUsuń
  3. to jak ci biedni ludzie beda zwiedzali Europe? Co oni beda ogladac i co ich zaintersuje, skoro taki Grand Canyon nie robi na nich wrazenia? Sklepy?

    OdpowiedzUsuń
  4. Oni Mi proponuja inne miejsca, ciekawsze. Np park zion podobno, w ktorym jedziesz dolem kanionow.

    OdpowiedzUsuń
  5. A co do porownywania, zapewne masz Ingrid racje, ale wiesz, ja jestem obca, mam przywilej tego, ze jeszcze czuje zapach i jeszcze widze to, czego imigranci mniej lib bardziej tymczasowi juz nie zauwazaja. Dlatego notuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. zion jest wogole nie do porownania. oczywiscie jest piekny ale i nie ta skala i nie ten rodzaj doznan.

    OdpowiedzUsuń