sobota, 13 kwietnia 2013

81. Las Cruces - The White Sands - Alamogordo - Roswell - Albuquerque

Nie mam czasu na pisanie. To w sumie dobry znak. Nie przeczytalam jeszcze ani pol rozdzialu z ksiazek, ktore zabralam na kindlu. A dzisiaj w ramach lajtowego dnia, ktory chcialam sobie żrobic, znowu przejechalam jakies 400 mil (640 km) i jestem nieco zmeczona.

El Paso obejrzalam sobie wczoraj z gory. Szukalam fajnej kawiarni, znalazlam wjazd na gore i dotarlam do tarasu widokowego. Czasami tak mam, ze znajduje zupenie przypadkiem droge do najwiekszych atrakcji danego miejsca. A czasami nie znajduje :) Okropnie mnie kusilo, zeby pojechac do Juarez i zobaczyc, czym jest niebezpieczne miasto, ale powstrzymalam sie. Dowiedzialam sie zreszta dzisiaj, ze w Juarez ginie rocznie okolo 7 tysiecy osob, czyli jakies 20 dziennie. Brzmi na tyle absurdalnie duzo, ze moze to nie w Juarez, a w calym Meksyku, ale nawet jesli, to nadal strasznie duzo. 20 morderstw dziennie. i tak od co najmniej czterech lat.

w Las Cruces nocowalam w Bed and Breakfast poleconym przez George'a. Nie za tanio, ale tez nie dramatycznie (80 usd), za to wnetrza cudownie swojskie. Stare szafy, wielkie lozka, w pokoju kanapa i komoda i kilka stolikow, a w jadalni wielkie stoly wspolne, przy ktorych je sie sniadanie. Ale przede wszystkim wiele obrazow na scianach, bo ten pensjonat pelni rowniez role galerii artystycznej. Pan domu jest architektem i widac, ze zrobil dom pod siebie. Mowil mi dzisiaj rano, ze gdy zaczyna prace z klientem, to przez dwa tygodnie kaze mu chodzic z notatnikiem w reku i zapisywac wszystkie sytuacje, ktore sobie przypomni, a w ktorych byl szczesliwy. W jakich byl wtedy wnetrzach, jakimi byl otoczony przedmiotami, kolorami, fakturami. i dopiero taki obraz daje jemu, architektowi, to, co on nazywa 'happiness quotient', na podstawie ktorego bedzie przygotowywal projekt domu.

Wieczorem pojechalam do zaprojektowanej przez niego restauracji The Double Eagles, w pobliskiej starej meksykanskiej osadzie La Mesilla. Nie jadlam tam kolacji, bo drogo, ale poprosilam o jakis lokalny drink przy barze. Dostalam Bloody Mary na podstawie wodki i zielonego chilli, z oliwkami. znakomite. nie wiedzialam, co mnie bardziej parzy - wodka czy chilli :) zapytalam barmanke, czy bede mogla po tym prowadzic. Powiedziala, ze bez problemu. Tutaj te granice sa jakies inne. W tym budynku straszy duch jakiejs mlodej dzieczyny, ale jeszcze nie doczytalam dlaczego. Chyba zostala zamordowana.

Siedzialam sobie tak przy barze, z rozrzewnieniem przypominajac sobie scene z filmu Love actually, gdy nagle zagadala do mnie dziewczyna, na stolku obok. Artystka, muzyczka, z doktoratem z biologii, urodzona w arkansas, ale podoba jej sie klimat tu na poludniu. i jej kolezanka, graficzka, dwoje dzieci, z Teksasu. Opowiedzialam im troche swojej historii, sluchaly dosc zaskoczone i smialy sie w odpowiednich momentach. Prżegadalysmy z poltorej godziny o wszyskim i o niczym, a w szczegolnosci o facetach i o facebooku, i kazaly sobie obiecac, ze bede je na biezaco informowac o swoich dalszych przygodach. Poczulam, ze naprawde mozna poznac fajnych ludzi wszedzie, nie tylko u siebie.

O to samo poprosil architekt z pensjonatu, dzis rano, przy sniadaniu. zagadalismy sie okrutnie i wyjechalam stamtad kolo 11, wiec na pustynie bialych piaskow (piasek gipsowy) dotarlam dosyc pozno, a do Roswell (muzeum i centrum badawcze UFO) jeszcze pozniej. nie oplaca sie jednak przekraczac ograniczen predkosci - podobno mandat kosztuje z 200 dolcow.

Po drodze zostalam skontrolowana w stalym punkcie kontroli celnej, tuz przed pustynia. Podobno jest to niezgodne z konstytucja, bo wladze nie maja prawa Cie zatrzymywac, jesli nie maja uzasadnionego podejrzenia, ze zrobiles cos niezgodnego z prawem. Ale z drugiej strony w tamtej czesci swiata szwenda sie duzo nielegalnych meksykanow, wiec lokalsi mowia, ze kontrola jest potrzebna.
Zapytali sie mnie, czy jestem obywatelka Stanow. Gdy powiedzialam, ze nie, ze z Polski, poprosili o wize. A ja w poplochu zapomnialam, gdzie mam paszport. Wiec musialam zjechac na bok, szukac w walizce ('I think it might be easier if you put off your suitcase from the trunk'), nie znalezc w walizce, poszukac w plecaczku i w aucie i w koncu znalezc w kieszonce od plecaczka. Pan zasugerowal, zebym trzymala na wierzchu, bo w stanach czesto kontroluja. Ha.

Pustynie bialych piaskow zwiedza sie glownie autem. Kosztuje to 3 dolce od osoby i mozna lazic ile sie chce po naprawde bialym i jednak dosc twardym piasku. Niektorzy organizuja sobie plaze i maty i parasole, inni zjezdżaja jak z gorki ze sniegiem, na plastikowych jabluszkach o ksztalcie pomidora. JEszcze inni robia zdjecia. jak na przyklad ja.

Nowy Meksyk jest podobnie duzy, rozlegly i pusty jak Teksas. Jechalam przez gory (7500 stop npm), jechalam przez rownine i wszedzie bylo pusto. Momentami az strasznie. Szczegolnie w okolicy Roswell, czyli tego miejsca, gdzie bodajze w 1947 roku pojawilo sie UFO i wcale nie chcialo sobie pojsc, a wrecz zostawilo po sobie jakies blizej nam nieznane materialy, ktorych skladu nikt nie byl w stanie do konca okreslic. Roswell zyje tymi wydarzeniami po dzis dzien i z nich uczynil najwazniejsza atrakcje w miescie. Na co drugim sklepie jest jakies nawiazanie do kosmitow, a i ludzie jakos tak dziwnie sie patrza. Ale to moze tez dlatego, ze mam nieladna alergie na nogach (cos sie przypaletalo).

200 mil z roswell do albuquerque minelo mi w milczeniu i samotnosci. Na drodze nie bylo prawie w ogole innych aut. A ja mialam wrazenie, ze umieram z braku ruchu, wiec zaczelam napinac rozne miesnie w rytm muzyki. Ciekawe czy jutro bede miala zakwasy. A propos muzyki - 400 piosenek ze spotify to za malo. TRzeba bylo sciagnac 1000.

Wieczorem dotarlam do milych couchsurferow w Albuquerque. Zostane u nich na dwie noce, a jutro jade do Santa Fe, najstarszej stolicy stanu w calych Stanach (w co drugim miescie jest cos najstarszego. Na przklad najstarszy zamieszkaly budynek publiczny. Albo najstarsza willa, nigdy nieopuszczona przez najemcow. Widac, ze maja kompleks tego, że ich historia jest dosc krotka).

Obserwacje do pozniejszego rozwiniecia - Nowy Meksyk jest pusty. Ludzie nie przekraczaja predkosci. Bardzo chetnie zagaduja obcych. Jedzenie w fastfudach jest obrzydliwe. Z wszystkiego mozna zrobic swoja mocna strone (roswell!). Amerykanie mi cialge polecaja ogladanie tych miejsc, ktore wygladaja najbardziej europejsko. Na stacji benzynowej najpierw sie placi, potem tankuje. Zeby z fahrenheitow przejsc do celsiusow, trzeba najpierw odjac 33, a potem pomnozyc przez 3/5. Dzieci w szkole ucza sie matematyki i biologii w systemie metrzycznym i celsiusach. Zeby obliczyc odleglosc, wystarczy pomnozyc mile razy 1,6. 7500 stop to okolo 2500 metrow (na takiej dzis bylam wysokosci, niedaleko rezerwatu apaczow). Na razie udalo mi sie nie przytyc, choc schudnac chyba tez nie schudlam. Musze jesc mniej weglowodanow. Koniecznie.









5 komentarzy:

  1. rzeczywiscie odleglosci tutaj sa zdecdowanie rozne od europy;)
    najlepsze kawalki stanow przed toba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tymi miarami to mają rzeczywiście przekichane. Wiele miar nawiązuje do imperialnych, ale dziwi nas, że przedkładają tradycje nad użyteczność. Bo mila nie bardzo dzieli się na jardy (1760), a te na stopy (3 i 36 inch), te na inche (12). A od incha to juz nie ma mniejszej jednostki i chyba dlatego na biologii milimetry i rodzina. Tylko pilotem łatwiej zostać, bo tam nadal ten system. Nasz sposób na F - odjąć 32, podzielić na 2, dodać 10%. Pocieszają się, że Kanadyjczycy używają na raz obu systemów.

    OdpowiedzUsuń
  3. poczatkowo tez myslalam, ze maja "kompleks krotkiej historii". po kilku latach mieszkania tutaj juz wiem, ze TO JEST dla nich historia. innej nie maja. to nie jest kompleks, ze np. w Tucson szczyca sie 300 letnia misja. to jest ich historia. dla mnie to smiesznie krotko, bo dom, w ktorym mieszkala moja rodzina jest ciut starszy.
    miary jakis czas temu przestalam przeliczac. poprostu wiem co to jest 80F tak jak wiem jak sie czuje kiedy jest 40C. podobnie jest z waga/dlugoscia. cos podobnego do funkcjonowania w dwoch jezykach. to przychodzi z czasem.
    generalnie doszlam do wniosku, ze porownywanie nie ma sensu. ciesze sie tym jak jest. dobrej podrozy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli jednak zle wyliczalam. Musze sie nauczyc niwego sposobu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie przeliczaj bo i po co? jak musisz to pamietaj za jak ponizej 40 to zimno - 75F to jest najlepiej:)
    82F = 28C

    OdpowiedzUsuń