sobota, 6 kwietnia 2013

74. Nowy Jork - ostatnie chwile

Ciekawe, jak dlugo bedzie mi sie chcialo pisac tak duzo i gesto.
Nowy Jork jest tego wart, ale jutro lece na poludnie i moze sie okazac, ze zeby trtoche wiecej przezyc, musze sie odlaczyc na jakis czas. Tak tylko ostrzegam, jakby co.

Dzis znowu ponioslo nas na piechote. Szczegolnie w drodze powrotnej.
Poprzedni post pisalam do Was z Tompkins Square Parku, w East Village. Stamtad poszlismy jeszcze troche blizej wybrzeza, obejrzec smieszne ulice alfabetyczne, czyli np A Avenue, albo D Avenue. A potem wrocilismy do Washington Square Parku, pelnego mlodych ludzi, ktorzy nareszcie wyszli na swiatlo dzienne po dlugiej zimie (dzis byl pierwszy cieplejszy dzien, z 15 stopni i bezchmurne niebo). Ktos gral na kontrabasie, ktos inny na saksofonie, a jeszcze inni w szachy. I poludniowoamerykanskie opiekunki, kazda za raczke z czworka dwuletnich gora dzieci, ubranych w biale sluzbowe tshirty przedszkola, zapewne po to, zeby latwiej bylo je odnalexc na placu zabaw. Mialam zrobic zdjecie, bo wygladali naprawde rozkosznie, ale tak dobrze mi sie siedzialo na sloncu, ze aparatu nie wyciagnelam. Panstwo wybaczy ;)

O 16tej zawitalam w MoMA, gdzie w piatki o tej porze jest darmowe wejscie. kolejka ciagnela sie wokol budynku na kilkaset metrow, ale szla niezwykle szybko i sprawnie. Po kwadransie czy dwudziestu minutach bylam wewnatrz, a Mlody poszedl sobie zwiedzac swoje wlasne Sony Center. Sztuka wspolczesna dociera do mnie tylko poniekad, i to raczej ta z poczatku XX wieku niz pozniejsza. fascynowali mnie natomiast ludzie, ktorzy komorkami robili zdjecia obrazom. Po co? Czyz w internecie nie znajda lepszych reprodukcji? Czy naprawde potrzebuja ten obraz akurat miec w telefonie, co by patrzec na niego piec raz dziennie zamiast na zdjecie swojego dziecka lub psa?

Ciekawa bardzo wystawa zdjec Brandta i tuz obok slajdy kolorowe Helen Levitt (bardoz przemawia do mnie jej fotografia).

Wieczorem kolacja w Wendy's, co by amerykanskie zarcie tez zaliczyc. Nie zjadlam nawet polowy porcji, a byl to rozmiar medium. Dziecko twierdzi, ze kiepsko trafilismy, bo 'u nich' w Teksasie Wendy's sa duzo lepsze. W ramach piatkowego wieczoru wrocilismy mostem Williamburskim na piechote, i potem tez pieszo do domu. jakies 6-7 km szybkiego marszu. W sam raz, zeby spalic te niedobre hamburgery.

Jutro lecimy po poludniu, postanowilismy sie wyspac. A na lotnisko pojedziemy metrem, zwlaszcza ze znalezlismy dzis karte do metra wazna do jutra. Wiec jeszcze zaoszczedzimy pare dolarow na biletach jednego z nas.
Mlody leci z Laguardii, ja trzy godziny pozniej z JFK. Mlody laduje na miedzynarodowym w Houston, ja na lokalniejszym. Na szczescie bedzie mial nas tam kto odebrac, bo logistycznie to mi wyszla masakra z tymi biletami.

Stay tuned.
Ostatnie zdjecie autorstwa: Zachar Milonas.











2 komentarze:

  1. rzeczywiście zdjęcia obrazów conajmniej dziwne... Stołowałam się raz w Wendy's w Utah i cóż mogę rzec - Wendy ssie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedys robilam komorka zdjecia detalowi jakiegos malo znanego i po prawdzie niezbyt ciekawego obrazu, bo bylo tam wrzeciono ciekawego typu, a potem je rysowalam.
    Robilam tez fotki jakims dziwnym bizutom, ale to to juz o ile pamietam aparatem.
    Teraz jak sadze ludzie robia foto zeby wrzucic je na fejsika (wow, patrzcie, ogladam Mone Lise!

    OdpowiedzUsuń