piątek, 5 kwietnia 2013

72. Dobrze mi sie szwenda

Wczoraj zrobilismy kilkanascie kilometrow pieszo, wiec padlam jak tylko sie umiescilam w pozycji horyzontalnej. Byl Fort Greene i pyszna kawa jakby nieamerykanska, a potem Washington Avenue na Brooklynie, tak, Kamilo, mialas racje, cudowna. Swojska, jakas taka malomiasteczkowa wrecz. Byl Prospect Park, lezenie na lawce, i Park slope (moglabym tam mieszkac rowniez, ale wygladalo na bardzo drogo i bardzo rodzinnie). Kawalek pizzy w przypadkowej knajpce, ale bardzo smaczna, klasyczna, na dobrym ciescie, z dobrym sosem pomidorowym i nierozpuszczona mozarella. Byl High line, czyli deptakopark na wysokosciach, wzdluz wybrzeza niemalze, juz na Manhattanie, w miejscu, gdize kiedys prowadzily tory (duzo ludzi, ale calkiem sympatycznie, acz obawiam sie, ze gdy jest cieplej, to ludzi jeszcze wiecej i wtedy wychodzi z tego kolejny Brooklyn bridge), byl B&H, czyli raj dla fotografow i innych nagrywaczy. Dziecko mnie na nowo pokochalo. A potem jeszcze Times Square, juz pod wieczor, bo sklep MMsow byl potrzebny i wreszcie kolacyjka w meksykanskiej knajpie pry Union Square (dosc konkretnie bez smaku, ale zakladam ze w teksasie nadrobie).

Dzis ostatni dzien, jutro popoludniu lecimy do Houston.
Wiec lower east, czy jak mu tam na Manhattanie. I Greenwich village. I MOMA, a Mlody w tym czasie do centrum fotografii. I juz nie pamietam co jeszcze, ale znowu sie nalazimy.

Dobrze mi sie tutaj szwenda. Ludzie chodza przynajmniej tak szybko, jak u nas. Tylko ci turysci nie wiedziec po co wszedzie robia sobie zdjecia.



2 komentarze:

  1. Piszesz swietnie, bylismy tam kiedys z dwójka dzieci i mam wrazenie,że nic sie NY nie zmienił, te same klimaty...Ciekawe jak poczujesz sie na południu Stanów, Teksasu nie znam ale Arizona cudowna na wiosnę. Czytam i zazdroszczę, ciesz sie tym amerykańskim czasem...

    OdpowiedzUsuń
  2. jak to czytam to chętnie bym też wyjechała w taką podróż:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń