wtorek, 2 kwietnia 2013

68. Szukamy dinozaurow

Chwila przerwy w muzeum historii naturalnej. Jeszcze nie dotarlismy do dinozaurow, ale wierzymy, ze gdzies tu sa. I strasza.

Ceny biletow do muzeum dosc porazajace. Dla mnie prawie 20, Mlody 14,5, a dzieci za 9,5. Ale jest to cena sugerowana. Postanowilam wspiac sie na wyzyny swojej odwagi i asertywnosci, poszlam do okienka i zadeklarowalam, ze chce zaplacic 20 dolcow za nas oboje. Pani spytala, skad jestesmy, powiedziala, ze ma kolezanke Agnieszke z Polski, ktora przypominam. Ja spytalam, czy jest fajna, bo inaczej to nie chce byc podobna. Na szczescie fajna. Karta platnicza nie bardzo chciala przejsc, ale recznie sie udalo. I fruu. Nie bylo zadnej reakcji, że chce placic mniej, czy ze jestem z trzeciego swiata. Normalna procedura

Wczorajsza kolacje zjedlismy w Little India, czyli w takiej dzielnicy pelnej hinduskich knajpek. Mlody wybral chyba najdrozsza, ale trzeba przyznac, ze jedenie smaczne, porownywalne do warszawskiej Mandali. Tylko chlebki naan inne. u nas sa plaskie i kruche, w Nowym Jorku podali nam bardziej miekkie, z duza iloscia czosnku na wierzchu. Troche jak ciasto od pizzy. Piwo hinduskie calkiem sprawne. moj pierwszy alko w Nowym Jorku.

Dzis jest piekne slonce, ale temperatura naprawde niewysoka. Zaluje, ze nie mam rekawiczek. Kaszel trzyma. Mlody tez pociagajacy. Jutro idziemy do filharmonii nowojorskiej na probe, z lokalnym przyjacielem mojej kolezanki. Cudowny pomysl, na ktory sama bym nie wpadla. Musze koniecznie pamietac, zeby wziac cukierki na kaszel. O biletach na metro juz chyba nie zapomnimy, Mlody sie dzisiaj wracal z 15 kwartalow do domu, bo swojego zapomnial na stoliku. Ja w tym czasie grzecznie czekalam na laweczce, czytajac Kamili Slawinskiej Przewodnik niepraktyczny (ktory wczoraj kupilam w ebooku, bo papierowej wersji nie wzielam), az mnie mroz zagnal do wnetrza stacji.

czy juz mowilam, ze jest zimno?









2 komentarze: