niedziela, 24 marca 2013

64. Niedziela dobrych niusów

Dobra wiadomość jest taka, że mam już cztery auta w Houston. Każde w innej firmie :)  Ostatnia rezerwacja w National jest najlepsza, i w każdej chwili mogę ją anulować bez kosztów (jak i trzy poprzednie), jeśli znajdę lepszą opcję. W tej chwili mam zapłacić ok. 520-550 USD za 9 dni, w tym 250 USD opłaty za to, że oddaję w innym miejscu, ale czekam na jutrzejsze kupony, bo dzisiaj część z nich się skończyła, więc może będzie jeszcze jakaś fajna promocja w sam raz dla mnie.
Podobno wszyscy tak kombinują, rezerwują, a potem zmieniają, ale faktem jest, że przez parę dni mam dość konkretnie zablokowaną kartę kredytową, zanim mi zwrócą pieniądze z tych rezerwacji, które anulowałam.

Równie dobra wiadomość jest taka, że zaczęłam czytać przewodniki po Nowym Jorku, ściągnęłam trello na ipada (bo na trello mam wszystkie linki, dokumenty, przemyślenia, dobre rady), a dzisiaj jadę odebrać karty SD do aparatu (2 x 32 GB powinno styknąć, a jak nie styknie, to na miejscu kupię kolejną).

Rok podatkowy zamknęłam nadpłatą (kocham swoją księgową, it's official), zeznanie podpisałam, a 1% przekazałam na Fundację Chustka (tak tylko piszę, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, komu oddać swoje ciężko zarobione pieniądze, polecam ich bardzo bardzo).

Nieco gorsza wiadomość jest taka, że w Nowym Jorku ma być ok. 10 stopni, gdy tam wylądujemy, więc rozpaczliwie przeglądam swoją szafę na okoliczność pasującej garderoby. Biorąc pod uwagę, że w Houston jest pod 30 stopni, a w Kalifornii zamierzam się wykąpać w Pacyfiku (niezależnie od temperatury), to moja walizka powinna zawierać wszystkie opcje. ALE NIE BĘDZIE. Postanowiłam być dzielna, więc dzisiaj chyba sobie zrobię wieczór przebieranek.

Mieszkanie wynajęłam. Z kotami. Ha! Człowiek nie jest całkiem obcy, mamy 19 wspólnych znajomych na FB, więc wierzę, że wszystko będzie w porządku. A jeśli nawet nie będzie, to przecież nie mam nabożnego podejścia do swoich rzeczy (co w tym wypadku będzie zaletą, bo jednak zazwyczaj bywa wadą, gdy nie nadmiernie dbam o swoje różne takie. Swoją drogą ciekawa jestem, skąd to mam, że przedmioty martwe są dla mnie całkowicie martwe, niezależnie od tego, ile kosztowały. Czy to kwestia wychowania? Nie jestem przecież wystarczająco zamożna, żeby zawsze móc sobie zastąpić coś, co się zniszczy, a jednak nie umiem poświęcać nadmiernie dużo czasu na czyszczenie, naprawianie, układanie i poprawianie).

Jeszcze podjechać po przejściówkę do iPada. Zaprowadzić auto do myjni i oddać je prawowitej właścicielce. Spakować się. Zrobić porządek w domu, co by najemca mógł gdzieś swoje rzeczy położyć. Poprzytulać koty na zapas. Pójść na moduły krav maga. Ściągnąć rozmaite aplikacje na telefon i na ipada (szczególnie mapy offline, bo jeśli dobrze rozumiem, to to, co ściągnęłam z google maps nie ma opcji wyszukiwania po nazwie ulicy, czy to jest możliwe???).  Wykupić leki. Zadzwonić do Mamy. Schudnąć 15 kilo. Zgrać książki na kindla i iPada. Dokończyć playlistę na Spotify. I ogarnąć wszystkie sprawy w pracy.

Dziś po raz ostatni poleguję nieprzyzwoicie długo w łóżku. Następny taki poranek będzie w maju.

I jeszcze piosenka, w której uprzejmie proszę zamienić słowo Monday na Friday ;)


2 komentarze:

  1. a może zajrzeć na miejscu do TJ-Maxxa i tam kupić bardzo okazyjnie świetna kurteczkę, czy co Ci tam będzie potrzebne do odziania?

    OdpowiedzUsuń
  2. no pewnie na tym się skończy. i choć wszyscy mówią, że spokojnie coś na siebie dobiorę, to ja - wiesz - z moim wzrostem i wielkością, ciągle się boję, że niczego nie znajdę ...

    OdpowiedzUsuń