wtorek, 19 marca 2013

60. Warszawa czyta!

Wszyscy dzisiaj piszą o śniegu i niekończącej się zimie (ja oczywiście też, ale na Facebooku, bo tam się czuję mniej na celowniku), więc zapodam Wam letnią piosenkę, która do mnie przywędrowała aż z Norwegii i ociepliła mi myśli.


Wczoraj już prawie wynajęłam auto. Przez niemiecki portal wychodziło taniej niż bezpośrednio w firmie amerykańskiej, która będzie operatorem tego wynajęcia. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć takich układów finansowych i oczywiście węszę jakieś niedopowiedziane koszty, dodatkowe prawie że nieobowiązkowe ubezpieczenia, które jednak "w Pani przypadku stają się nie do obejścia". Dlatego nie zarezerwowałam, tylko postanowiłam, że zadzwonię do tych Niemiec (albo do ich przyjaciela francuskiego operatora) i się dowiem.

Mieszkanie w Warszawie też jest już prawie podnajęte, na razie za cenę sporo niższą niż zakładałam, dlatego daliśmy sobie czas z potencjalnym wynajmującym do końca tygodnia na decyzję. Czyli szukam nadal! Naprawdę nikt z Was nie chciałby spędzić cudownego kwietnia w Warszawie?

Mam już przewodniki w wersji elektronicznej (courtesy of młodszy brat), co by nie musieć ich targać przez pół świata. Zastanawiam się, czy może skorzystać z okazji i kupić sobie Kindle Paperwhite, a swój stary Kindle Keyboard przekazać potomkowi, ale jeszcze nie wiem. Nie jestem aż takim czytelnikiem, żeby 120 dolarów nie robiło mi żadnej różnicy.

A skoro już o czytaniu mowa, to w ramach zajmowania się nie tylko podróżą, dołączyłam do pewnej znakomitej inicjatywy "Warszawa czyta", której celem jest zamiana miasta w wielki dyskusyjny klub książkowy. W tym roku na tapetę bierzemy Cwaniary Sylwii Chutnik i już na początku maja będzie wiele wydarzeń książkowych (i nie tylko) związanych z tą pozycją. Polecam!

(swoją drogą ja już tak mam, że kiedy mam najmniej czasu i najwięcej zadań, to znajduję jeszcze energię na nowe projekty. Zresztą przecież muszę już planować, czym będę się podniecać po powrocie, nie?)

Dzisiaj wieczorem joga. Jutro tzw. moduły krav maga. W czwartek.. no właśnie, co robię w czwartek? Może z okazji pierwszego dnia wiosny uda mi się pójść pobiegać?


  

4 komentarze:

  1. Odnośnie tytułu już miałam napisać Edynburg też! (tylko czyta Ciebie, a nie Sylwię Chutnik;)).
    Właściwie to ja w innej sprawie. Zastanawiam się czy twój dzisiejszy post to czasem nie znak żebym też wieczorem poszła na jogę. Chodzę co wtorek, ale dziś, wyjątkowo, przez wichurę i zimno za oknem czuję pewien brak zapału...Iść? Nie iść? Co robić, co robić?;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że poszłaś! Ja byłam :) I było bosko.

    OdpowiedzUsuń
  3. W czwartek zawsze na pilates przecież można :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Klimowicz chce tym samym powiedzieć, że to ona dzisiaj prowadziła jogę. (i powiem Wam po cichu, że robiła to świetnie, kto by się spodziewał, pani socjoginka :)

    OdpowiedzUsuń