poniedziałek, 18 marca 2013

59. W razie starcia bezpośredniego będę uciekać

Otworzyłam ten krótki tekst  o Szwajcarce zgwałconej w Indiach i zastanawiam się, jak na niego zareagować. Czytam po raz kolejny i mam niefajne obrazy przed oczami. A także dużo nieprzyjemnych słów dla policji hinduskiej, która zamiast zapewnić bezpieczeństwo swoim kobietom i swoim turystom, szuka w nich współwiny. Odwieczna dyskusja o tym, czy kobieta w krótkiej spódnicy prowokuje i czy tym samym staje się współwinna gwałtom i innym rozbojom. Oczywiście, że nie. Bo mężczyźni to nie zwierzęta i właśnie po to mają mózg, żeby nie atakować kobiety, nawet gdy ta ma zbyt obcisłe ubranie.
I nie, nie wierzę, że w zależności od kultury, kod komunikacyjny jest odmienny i ci panowie mogą pomyśleć, że dana kobieta zaprasza ich do obcowania płciowego. (a już na pewno nie, że ta para szwajcarskich turystów na rowerach cokolwiek takiego komunikowała).

Tak czy siak, włączyła mi się również wyobraźnia w związku z wyprawą do USA. W jaki sposób zapewnić sobie podstawowe poczucie bezpieczeństwa, gdy podróżuje się samej po środkowo zachodnich Stanach? W jaki sposób informować znajomych, którzy pozostali w Polsce, że wszystko gra, a w jaki sposób dać im znać, że coś przestało działać i zapoznany fajny facet okazał się jednak sprzedawcą prostytutek do haremów na Bliski Wschód. Nie żebym od razu miała o sobie tak wysokie mniemanie, a i zakładam, że dla takiego szejka byłabym z pewnością za wysoka i za wielka, ale jednak warto zadbać o spokój ducha swój i najbliższych.

Umówiłam się z przyjaciółmi, że postaram się dać znak życia nie rzadziej niż co 48 godzin. Uruchomiłam śledzenie urządzenia na iPadzie. Spisałam wszystkie numery telefonów i inne adresy mailowe osób, z którymi będę się widziała i tę listę zamierzam na bieżąco uzupełniać. Będę dawać znać o swoich planach i na pewno komuś wyślę numer rejestracyjny swojego auta, jak już je odbiorę z wypożyczalni. Szczegółów operacyjnych opisywać nie będę, co by nie kusić losu. Ci, co mają wiedzieć, wiedzą.

W razie starcia bezpośredniego będę uciekać. Obiecuję! I nie łudzę się, że przez te dwa miesiące krav maga nauczyłam się chronić samą siebie, co najwyżej wypracowałam sobie umiejętność odruchowego reagowania, jak ktoś chce mnie uderzyć. Już się nie chowam w ramionach, a odbijam cios i nie boję się zaatakować. Na przykład kopnięcie w krocze. Albo z łokcia w szczękę. Niby nic, niby nadal kondycja beznadziejna, a jednak czuję się trochę bezpieczniej. Może powinnam nóż jakiś wziąć ze sobą. Przydałaby się też sól w kieszeni kurtki, ale na południu jest ciepło i wątpię, żebym kurtki nosiła.

A w kontekście tej Szwajcarki, której niezwykle współczuję, zastanawiam się, czy nie powinnam jeszcze przed wyjazdem porozmawiać z panią ginekolog, zwłaszcza, że przejeżdżać będę przez Nowy Meksyk, gdzie miewają dość szczególne pomysły dotyczące prawa zgwałconych kobiet do przerwania ciąży.

(tak, tak, przeglądam również prawo poszczególnych stanów, szczególnie kodeksy drogowe, bo przecież ignorantia iuris nocet)

Shkodra, Albania, 2012



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz