sobota, 16 marca 2013

57. Logistycznie skomplikowana? To chyba ja ;)

W ramach poznawania swojego miasta poszłam dzisiaj na Le Targ, czyli targ slowfood na Saskiej Kępie (ul. Królowej Aldony 5, w kawiarni Szara Cegła i w jej podwórzu). Produkty cudowne, aż chce się jeść, choć musiałam się konkretnie powstrzymywać przed kupowaniem, bo przecież za dwa tygodnie wyjeżdżam i raczej nie ma szans, żebym zjadła wszystko to, na co miałam ochotę. Zwłaszcza, że ja tak często stołuję się poza domem (wiem, to niezdrowo i na pewno nie przyczynia się do prób zrzucania wagi, ale co ja na to poradzę, że nie lubię gotować, a już na pewno nie dla samej siebie). Targ jest otwarty w czwartki i soboty, a w piątki ma się przenosić na Solec 44. Przed świętami mają być w mieście od środy do piątku, ale nie zarejestrowałam, w jakiej lokalizacji. Naprawdę polecam, choć zaparkować tam ciężko.

Jest zdrowo, smacznie i drogo. Mekka hipsterki, ludzi ceniących dobre i smaczne oraz takich lekko zesnobowanych jak ja, którzy niby są normalni, ale lubią pooddychać wyjątkowością ;) Kupiłam pierogi z kapustą i grzybami i mięsem, jaja prosto od krowy, makrelę wędzoną, hummus na ostro, powalający sos galaretkowy z papryki, chleb żytni na zakwasie i kapustę kiszoną. Spróbowałam też białej czekolady posypanej papryką, oregano i czosnkiem. I teraz sobie przypomniałam, że kupiłam też serek grecki w oliwie i przyprawach, ale chyba niechcący włożyłam go do torebki mojej przyjaciółki. Trzeba będzie go odbić :)

Po południu zrobiłam zdjęcia w mieszkaniu i wrzuciłam je na facebooka, bo może jednak ktoś będzie chciał zamieszkać na moment, na tydzień, na miesiąc w moim ślicznym mieszkaniu na Mokotowie. Jak się nie uda wynająć, to koleżanka jest chętna na zaopiekowanie się, więc nerwowo nie jest, ale fajnie by było zarobić parę groszy. (ja w ogóle lubię pieniądze jako takie, bo jakoś łatwiej z nimi niż bez nich  ;)

Za tydzień półmaraton warszawski. Przyjaciółka biegnie i zazdroszczę jej tak kondycji, jak i odwagi. Moje 10-kilometrowe biegi to stanowczo maksimum moich możliwości, a teraz to bym pewnie połowy tego nie zrobiła - ostatni raz biegałam na jesieni, i obawiam się, że wygibasy na krav maga i przyjemne nurkowanie na basenie nie mają bezpośredniego przełożenia na kondycję.

Tymczasem każdego dnia dochodzą nowe szczegóły podróży. Plany się krystalizują. I choć wszystko może się zmienić, to lubię tę świadomość, że jest plan. A zatem już mniej więcej wiem, kiedy dotrę do San Diego. Prawdopodobnie uda mi się popływać po Pacyfiku. Nie uda się wbić na festiwal muzyczny Coachella, bo biletów już dawno nie ma, ale może gdzieś po drodze jakiś koncert się wydarzy? To be decided.

W ramach przygotowania playlisty wykupię sobie chyba Spotify Premium, bo mają opcję ściągnięcia sobie muzyki na trzy urządzenia i słuchania jej offline. Ciekawe, jak głośniki iPada poradzą sobie w aucie. Może wezmę ze sobą kabelek jack jack i jeśli auto będzie odpowiednio nowoczesne, to uda mi się wbić w jego system nagłośnienia?

Już wiem też, że ani AliorBank, ani Citibank nie mają dla mnie odpowiedniej karty kredytowej. Multibank jeszcze sprawdza swoje ubezpieczenia, ale przestałam się łudzić. It's official - wynajęcie auta w Stanach Zjednoczonych jest drogą imprezą i dlatego wiele na to wskazuje, że wynajmę tylko od Houston do San Diego. Tymczasem ściągnęłam sobie google maps z Nowym Jorkiem i z Las Vegas do wersji offline. Chwilę to trwało, szczególnie z Nowym Jorkiem, więc chyba ściągnę też resztę map, póki jestem w Polsce, bo nie chcę potem polegać na zawodnym internecie w miejscach publicznych. Swoją drogą ciekawe, dlaczego mój android ściągał 45 MB map przez prawie godzinę, skoro w domu teoretycznie mam internet z downloadem do 60 Mb/s.

W komentarzu do poprzedniej notki przeczytałam, że moja podróż wydaje się być logistycznie bardzo skomplikowana. Hmm. Może to mój sposób pisania i rozpisywania drobnych szczegółów takie tworzy wrażenie, a może fakt, że choć mam w sobie dużo wolności, to wolę niektóre sprawy mieć pod kontrolą, co by później nie żałować. A tak naprawdę to chyba po prostu mam świadomość, że czego nie załatwię wcześniej, za to zapłacę więcej.
A jeśli zapłacę więcej, to dłużej będę spłacała po powrocie.
A im dłużej będę spłacała, tym więcej czasu minie, zanim znowu gdzieś pojadę :)
Czysta logika ;)

Bardzo, ale to bardzo pragnę wiosny. W tym roku wyjątkowo długo każe na siebie czekać. Więc taka piosenka na sobotni wieczór, trochę romantyczna, ale przede wszystkim słoneczna. Enjoy :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz