wtorek, 12 marca 2013

53. USA, I am coming!

Nadal walczę z kwestią auta. To jaki dramat. Dzisiaj dostałam ofertę z całkiem sensownej firmy (Enterprise), od konkretnego człowieka, któremu mogłoby zależeć na dobrym dealu (a nie od bezdusznego systemu internetowego), i niestety, fakt iż jestem z Polski sprawia, że uznają mnie za osobą nieubezpieczoną, więc oferta zamiast wynosi 900 dolarów za 3 tygodnie najmu, wynosi trochę ponad 1800 dolarów.
Pan jednak wymyślił, żebym spróbowała się ubezpieczyć w Statefarm, czyli wykupiła tam oddzielną polisę, i wtedy będzie można wrócić do ceny za 900 dolców. I tak masa kasy, swoją drogą.

Absztyfikant nowojorski też walczy, a właściwie jego sekretarka. Oferty dla firm, oferty dla konkretnych portali, oferty łączone - jest tego taka liczba, że już nie wiadomo, czego szukać.
W ogóle, jeśli chodzi o absztyfikantów, to zaczęłam tworzyć sobie siatkę znajomych wzdłuż trasy. Na razie zaczęłam od serwisów randkowych, bo tam najprościej zadzierzgnąć szybką znajomość, ale za chwilę przerzucę się na couchsurfing, gdy już lepiej będę znała swoją trasę. Skojarzenie z seksturystyką i wyprawami do Tajlandii opisywanymi przez Houellebecqa jest absolutnie niewłaściwe i proszę nie iść tą drogą :) - na portalach randkowych można poznać naprawdę sensownych ludzi i nie wszystko sprowadza się do spraw damsko-męskich. I nie, nie musicie się o mnie martwić. Poznałam już kilkaset  osób przez internet (kiedyś liczyłam, zatrzymałam się na jakichś 140, a było to z 7 lat temu), i staram się zachowywać zasady bezpieczeństwa.

(-A jeśli Cię porwą do burdelu? - pisze przyjaciółka. - MNIE?? - pytam i prycham kawą na klawiaturę)

A poza tym, to fryzjer z poprzedniego wpisu jest już ogarnięty. Przyjechała wczoraj kumpela w drodze z Wrocławia do Białegostoku, kazała założyć ubranie, którego mi nie szkoda, umyć włosy i grzecznie usiąść na krzesłku. Obcięła, co trzeba, i znowu jestem piękna ;) Odkurzałam resztki o 23h, ale podobno dźwięk niesie się w dół, więc mam nadzieję, że moi sąsiedzi mnie nie nienawidzą, skoro mieszkam na parterze.

Kumpel mówi, żebym jechała z pustym plecakiem i wszystko kupiła na miejscu. Plecaka nadal nie mam. Jakoś bezsensownie pożyczyłam swój własny dziecku, gdy leciało we wrześniu i teraz nie mam w co się zapakować. Pomarańczowa walizka jakoś mi nie pasuje. Choć w sumie jeszcze nie wiem, bo jeśli jednak uda mi się załatwić auto oraz, jeśli rzeczywiście będę miała współtowarzysza przygody na części trasy (a na to się zapowiada), to może walizka nie będzie aż tak szokowała. Pomarańczowa. Przynajmniej jej nie zgubię.

Za mało przeczytałam książek, za mało wiem o Nowym Jorku, o San Francisco, a jeszcze mniej o tym, co pomiędzy. Trochę wstyd. Nie wiem, co chcę zobaczyć, choć na przykład wiem, że będzie fajny koncert, w czasie gdy tam będę. Nie tylko Aretha Franklin, ale również francuski gitarzysta, grający gipsy jazz. Ups, właśnie sprawdziłam dokładnie. Stephane Wrembel gra niestety dzień po naszym wylocie do Houston.

Tu natomiast jest nowojorskie Jakdojadę. Jeszcze nie wiem, jak wrócę z koncertu Arethy w sobotę wieczorem, bo chyba musimy pociągiem z Newark (centrum), a potem przesiąść się gdzieś w mieście, ale chyba to nie jest aż takie trudne?

Wczoraj byłam na zakupach w supermarkecie. Kupiłam trzy rzeczy na krzyż, bo większość wydała mi się niepotrzebna na najbliższe trzy tygodnie (nawet nie!). A przecież potem się zepsuje. Czyli tryb podróży już się włączył. Po prostu.

Jeszcze mieszkanie komuś podnająć, zabieram się za to stanowczo za późno, ale przecież obcemu nie chcę, a swój ma gdzie mieszkać. Więc tak jakoś bez sensu. Może kogoś znacie, kto by chciał w Warszawie przez jakiś czas pomieszkać w kwietniu? Za naprawdę rozsądne pieniądze, koty mogą być w zestawie, ale nie muszą!

Do listy spraw do ogarnięcia przed wyjazdem doszła kosmetyczka. Dziewczyny mnie wczoraj przekonały, że to ma sens. A dentystę chyba sobie daruję (wiem, wiem, już słyszę Wasze uwagi na ten temat!), i znając swoje szczęście to akurat podczas tych 5 tygodni coś się wydarzy. Dobrze, że mam usługi stomatologiczne w ubezpieczeniu.

A, no i nie wiem, czy nie wyrobić sobie jeszcze jednej karty kredytowej. Ha. A może któryś bank daje kartę, która zawiera w sobie ubezpieczenie samochodowe w USA. Citibanku, muszę się chyba z Tobą przeprosić.

Czy bardzo Wam przeszkadza moja biegunka myślowa? Bardzo uprzejmie przepraszam. Tryb reisefieber jest w wersji beta i nie wszystkie funkcje działają, jak powinny.
Obiecuję się poprawić i myśleć nieco bardziej liniowo i na temat.






1 komentarz:

  1. ostatnio zabralam do juesenej moja odblaskowa zoltozielona walizke. Sprawdzila sie nawet jako wabik na przystojnych heteroseksualnych mezczyzn, hihi. Bierz pomaranczowa walizke!

    OdpowiedzUsuń