piątek, 1 marca 2013

50. Mam pokój w Nowym Jorku!

Chyba nie muszę pisać, że znalezienie taniego noclegu w akceptowalnej okolicy Nowego Jorku jest bardziej niż trudne. Zwłaszcza, gdy przypadkiem początek Twojej podróży trafia na święta wielkanocne. Niby Nowy Jork nie jest szczególnie znany z porażających dróg krzyżowych albo śniadań wielkanocnych, ale za to na świecie ludzie często korzystają z tego okresu, żeby gdzieś pojechać. I podnoszą ceny, turysty wredne ;) 

Hotele od razu skreśliłam z listy możliwych opcji, 100 dolców za noc mogłabym zapłacić, gdybym tam jechała na weekend, ale kiedy chodzi o 8 nocy, to jednak bez przesady. Hostele na Manhattanie podobno od 55 USD za sale wieloosobową, czy jakoś tak, nawet nie sprawdzałam nadmiernie. Zostało airbnb.com, serwis, w którym każdy może zaproponować innym swój niepotrzebny pokój, mieszkanie, klitkę, ustalić jego cenę, a przyjezdni mogą to wynająć we w miarę bezpieczny sposób, płacąc kartą kredytową opłatę za wynajem i prowizję dla serwisu. Takie allegro, tylko do wynajmowania pokojów i mieszkań. Najczęściej na krótko. Najczęściej z innymi ludźmi. Często ze wspólną łazienką. 

Koleżanka mieszkająca w NYC podesłała mi kilka nazw dzielnic, które powinny być w miarę bezpieczne, w miarę ładne, w miarę niedaleko i w miarę tanie. Taki, wiecie, wybór subiektywny od osoby, której ufam na tyle, że będzie wiedziała, co mi podejdzie i gdzie mi będzie dobrze. A zatem sprawdzałam Brooklyn, a konkretnie: "Clinton Hill, Fort Greene, Park Slope, Prospect Park i Bushwick" - napisała i potem kazała sobie wysyłać już konkretne oferty do akceptacji (fajne mam koleżanki, mówię Wam). Następnie miałam pytać właścicieli o najbliższą stację metra i najbliższe skrzyżowanie, żeby łatwiej było zlokalizować miejsce. 

Jedną ofertę odrzuciła, w drugiej odrzucił mnie właściciel (bo to była taka fajna komuna, zestaw młodych dorosłych z wolnym pokojem, wynajmowanym, co by opłaty im się zwracały i pan się chyba przestraszył perspektywy mieszkania przez tydzień z nastolatkiem. W sumie rozumiem), trzecia była w nieco innej dzielnicy, ościennej do tych wymienionych, więc chwilę trwało zanim zidentyfikowałyśmy, czy to jest ta bezpieczna część, czy niekoniecznie. 

Inna koleżanka mi w tym czasie napisała, że "Na temat Bed-Stuy opinie sa podzielone, czesc osob powie Ci, ze powinnas omijac ta dzielnice z daleka, bo moga Cie tam zastrzelic, a czesc powie Ci, ze to nie prawda, bo wiele sie zmienilo w ostatnich latach i obie strony beda mialy troche racji. To byla jeszcze do nie dawna jedna z najmniej bezpiecznych czesci miasta, ale ostatnio pobudowali tam troche eleganckich mieszkan i sprowadzili sie biali hipsterzy (to byl oryginalnie czarny hood, teraz jest mysle mieszany)."  

Więc rozumiecie, że nabrałam nagle ochoty na ten właśnie pokój. Taka dzielnica brzmi baaaardzo pociągająco :) Dostałam też link do mapy ze statystykami morderstw w Nowym Jorku, Cudowne, nie? :)
Najważniejsza jednak w tej ofercie pokoju była jej cena. 38 USD za noc dla dwóch osób za samodzielny pokój to naprawdę okazja. Długo się nie zastanawiałam, ze dwa dni, zwłaszcza, że pierwotnie wybrany przeze mnie pokój w tym mieszkaniu został zabookowany przez kogoś innego, więc nam został inny, mniejszy, ale jeszcze tańszy (35 USD). 

I, proszę Państwa, tadam, właśnie go zarezerwowałam, dostałam potwierdzenie, dane właściciela i już wiem dokładnie, gdzie wyląduję za 4 tygodnie, w piątek 29 marca wieczorem. 
Brooklyn, Bedford-Stuyvesant, metro Kościuszko. 

Recenzje tego mieszkania są oczywiście zróżnicowane, ale z większości wynika, że jeśli nie jestem perfekcyjną panią domu (oj wierzcie mi, że nie jestem), nie potrzebuję telewizora w każdym pokoju i nie przeszkadza mi, że kuchnia jest tylko kącikiem kuchennym, to powinno nam tam być dobrze. 
Cena czyni cuda, prawda?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz