niedziela, 24 lutego 2013

48. Auto czy nie auto, oto jest pytanie

Houston, mamy problem :) 
(nareszcie jakiś, można walczyć, wyjąć zbroję)

Mianowicie przejrzałam wczoraj wieczorem opcje wypożyczenia samochodu. Ha ha i ha. 
Planowałam zasadniczo na 3 tygodnie. Wynająć auto najlepiej kombi, co by móc w nim przenocować, jakby co. Takie mi się to wydawało romantyczne. Miałam jechać niczym Thelma i Louise przez Stany, zatrzymywać się na odludnych stacjach benzynowych, spać w środku buszu i czuć się panią wszechświata. Wiecie, ociekać zajebistością. I wyglądać jak milion dolarów. 

Niestety kalkulacje cen trochę ostudziły mój romantyzm.  Szukałam na kayak i na stronach poszczególnych firm (NationalEnterprise i tym podobne) i za malutkie autko zapłaciłabym jakieś 1200 dolców. Za troszkę większe 1300 USD. No cudnie. 4000 zł ??? Hmm. Plus paliwo, plus noclegi co jakiś czas (no bo w aucie jednak nie ma prysznica ani wygodnego łóżka). Hmm. 

Na razie nie znalazłam niczego tańszego, może źle szukam, ale jedno wiem na pewno - nie chcę wydać 4000 zł na wypożyczenie auta. Już wolę kupić. No właśnie. Znalazłam na ten przykład takie coś. Ciekawe, czy jest sprawne. Za 800 dolców jestem w stanie kupić coś jeżdżącego. Nie wiem niestety, ile wynoszą dodatkowe opłaty, rejestracje i inne takie (anybody?). Ale mam jeszcze chwilę, żeby się dowiedzieć. Miałabym swoje. A potem w San Francisco podjechałabym do jakiegoś sprzedawcy i zostawiłabym za 150 dolców, niech się martwi. Hmm. To by dopiero była przygoda! Zawsze chciałam być mechanikiem samochodowym, poza tym psujące się auto pozwala cudnie nawiązywać lokalne znajomość w najmniej spodziewanych miejscach :)

Bo alternatywa to autobusy i pociągi. Są niedrogie, naprawdę. A tory są mniej więcej wszędzie. Koncepcja wtedy to plecak, busy i pociągi, a w danym miejscu auto na na przykład dwa dni, jak będę chciała dojechać do jakiegoś parku. Albo na zakupy ;) Albo pojeździć po okolicy, żeby poczuć smak i zapach prowincji. Takie rozwiązanie wymaga większych przygotowań już dzisiaj, bardziej dokładnych planów, co chcę zobaczyć i dlaczego, ale nadal mam 5 tygodni i gdyby tak codziennie poświęcić godzinę na planowanie, to miałabym 35 godzin. Powinno starczyć, nie? A obciążeniem nie będzie, skoro mnie to kręci :) 

Jest jeszcze jedna opcja. Mam potencjalnego absztyfikanta w Nowym Jorku. Muszę go podpytać, co by zrobił na moim miejscu. Może znajdzie jakieś rozwiązanie, które mi zupełnie nie przychodzi do głowy. Albo ten. (nie, nie jestem wyrachowana, no skądże ;) ) Ale lubię korzystać z posiadanego kapitału społecznego ;)

Wersja ze sponsorami jakoś odeszła w siną dal, ale w sumie przecież co mi szkodzi napisać do Hertza i innych Avisów w Polsce. Może potrzebują twarzy do nowej kampanii reklamowej, hihi. Czasu mało, trochę zajmowałam się nie tym, co trzeba ostatnio. Ale takie właśnie jest życie. Kiedy robisz siedemnaście rzeczy równocześnie, zawsze przychodzi ten moment, kiedy musisz wybierać, czym się zajmiesz. I resztę odkładasz. A potem jest weekend i chcesz odpocząć. I po prostu leżysz w łóżku i robisz nic. Nauczyłam się takiej wolności dopiero ostatnio. No, najwyżej czegoś nie zrobię. I co z tego. Chcę odpocząć. Chcę się spotkać. Chcę pojechać. Wszystko sprowadza się do odpowiedniego ustawienia sobie priorytetów i umiejętności ich dostosowywania w miarę potrzeb. Swoich i innych, rzecz jasna. 

Jutro prowadzę zajęcia w pewnej podstawówce. Czas zająć się prezentacją. Bo treść mam w głowie, ale trzeba to ubrać w odpowiednie obrazki i słowa. Lubię to. A na popołudnie piosenka, którą dedykuję wszystkim zapracowanym, a w szczególności kobietom. 


1 komentarz:

  1. I jak z tym autem? Znalazlas cos? Kurcze a ja sobie wlasnie niedawno biegnac w dal na silowni wymyslilam ze tez mozemy pojechac do stanow, wynajac takiego wielkiego amerykanskiego pick upa, przejechac route 66 (co by nie bylo studiowalam jezyk, cywilizacje i kulture English speaking countries)...I wlasnie noclegi na tych stacjach przy drodze, lub w bagazniku, i ta niekonczaca sie trasa...Zbily mnie natomiast ceny wlasnie wynajmu aut, i szczerze mowiac przylot do a wylot z...to podwaja cene! Opowiadaj prosze co wymyslilas z samochodem, zebym jeszcze miala czas wyrobic wize na obczyznie :)Pociagi mowisz? hmmm

    OdpowiedzUsuń