wtorek, 5 lutego 2013

41. Internet czyli swobodny przepływ wiedzy

Gościłam wczoraj rano w Polskim Radio Czwórka na okoliczność 9-tych urodzin Facebooka. Dwa wejścia na żywo, krótka dynamiczna rozmowa, nic bardzo poważnego, ale po raz kolejny wyraziłam zdanie, że nie ma sensu oceniać, czy lepiej jest posiadać trzech bliskich przyjaciół, z którymi zawsze wszystko, no i koniecznie na żywo, bo to prawdziwa i głęboka relacja, czy lepiej kilkaset osób jako znajomych na FB, których w każdej chwili można zapytać o to, czy lepiej wracać z San Francisco nocą, czy za dnia. I dostać odpowiedź w ciągu kilkunastu minut, a do wieczora mieć ich kilka do wyboru.

Mam bardzo dużo znajomych w świecie realnym, mam też wiele znajomych, z którymi widuję się głównie w internecie. Nie odczuwam potrzeby określania, które z tych relacji są bardziej prawdziwe, a które są jedynie jałowe (pozostając w dialektyce sejmowej). Przecież wiadomo, że niektórych rzeczy nie zrobi się przez internet, niektórych rozmów nie poprowadzi na skajpie, a niektórych emocji nie wyrazi pisemnie.

Tak samo jak i oczywistym jest, że internet pomaga w codziennym kontakcie z ludźmi. Z bliskimi, co by być w stałym kontakcie, z dalszymi, co by nie musieć się spotykać. Po prostu ;) Ale prawdą jest, że ja lubię ludzi tylko trochę, więc może dlatego nie przejmuję się nadmiernie tym, że mnie oskarżają o posiadanie setek płytkich relacji zamiast kilku głębszych.
Wszak wiem, jak bardzo się mylą.

Tymczasem duża siatka znajomych pomaga na co dzień. Jest przede wszystkim kapitałem wiedzy. W sieci można znaleźć wiele istotnych informacji, zazwyczaj przetworzonych marketingowo, ale wiedza pochodząca od żywej jednostki, którą znam i której w ten czy w inny sposób ufam, jest wiedzą prawdziwą i pozwala zaoszczędzić czas, a także nie powielać błędów. Jako osoba leniwa z natury, mam rosnącą tendencję do maksymalnej optymalizacji własnych ruchów (i nadwagę, rzecz jasna). Lubię więc zebrać kilka opinii i potem podjąć swoją własną decyzję. Tak na przykład zrobiłam z ustaleniem trasy po Stanach. Oczywiście ona nie jest jeszcze ostateczna ani bardzo dokładna, ale ogólne ramy są określone - Nowy Jork, Houston, San Francisco.

Po co mam sama przedzierać się przez gąszcz informacji, skoro ktoś to kiedyś zrobił za mnie. Po co przejmować się tym, że sama mogłabym opierać się jedynie na przetworzonych informacjach internetowych, skoro ktoś inny tam był na żywo.

Ja również lubię dzielić się swoimi doświadczeniami (vide ten blog), ale jeszcze bardziej lubię być węzłem i kojarzyć ze sobą osoby. Ktoś szuka pracy, ktoś inny pracownika. Ktoś potrzebuje rady, inny ma kompetencje. Chciałabym mieć w głowie bazę danych, która po odpowiednim zapytaniu wyrzucałaby wynik wyszukiwania. Tak jak facebookowy graph search - kto z moich znajomych pracuje w dziale marketingu, a kto niedawno stracił pracę. Albo kto jest prawnikiem, gdy ktoś inny się rozwodzi. Pójdźmy dalej - kto ma dzieci z nartami 140 cm, a kto z takich nart już wyrósł. Kto był w Dallas, a kogo tam jeszcze nie było. Czyja ciocia jest ortopedą. Kto ostatnio kupował obiektyw. Kto ma znajomych w Nowym Jorku i kto może chciałby nas przenocować ;)

Swobodny przepływ wiedzy.
Stosuję to w mikroskali.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz