środa, 30 stycznia 2013

40. Kupowanie biletów do USA

Kupiłam.
Proszę Państwa, it's official.
Kupiłam, zapłaciłam i mam.
29 marca lecę do Nowego Jorku, a 3 maja przylatuję z San Francisco!

Do drugiej nad ranem siedziałam i kombinowałam.
Kupowanie biletów wcale nie jest łatwe.  (no wiem, że truizm, wiem)
Zaczęłam już paręnaście dni temu - próbowałam ogarnąć, który z serwisów jest lepszy i daje korzystniejsze ceny. Ale tak naprawdę nie o ceny chodziło, a raczej o połączenia.

Kiedy tak szukałam kolejnych opcji, to czułam się, jak w tej grze logicznej, gdy jest pięć domków, w każdym mieszka człowiek o innej orientacji, każdy ma inny pojazd, lubi inne jedzenie i uprawia inny sport. I na podstawie kilku zdań, trzeba zgadnąć, kto ma czerwoną hulajnogę, a kto wczoraj zdradził żonę w zielonym Porsche oraz gdzie się podział homofob o imieniu Krystyna.

Moja zdania logiczne brzmiały mniej więcej tak:
- Młody musi lecieć United Airlines, bo tylko oni przyjmują niespełna 15-latka bez opieki stewardessy
- ja powinnam być w NYC przed nim, co by odebrać go z samolotu
- fajnie by było więc przylecieć na to samo lotnisko
- bilety nie mogą być za drogie
- do Houston chcielibyśmy polecieć już razem
- z San Francisco chciałabym się wydostać sprawnie
- przerwy między lotami nie mogą być za krótkie, co bym nie została w przysłowiowej słomce

Dosyć szybko okazało się, że polecany przez wszystkich momondo nie ogarnia tak skomplikowanego zapytania (WAW>NYC, NYC>HOU, SFO>WAW). Potem, że różne polskie skyscannery, fru i inne aero nie bardzo sobie radzą z szukaniem biletów na "wiele miast". Najtańsze ich opcje zaczynały się od 4500 zł.
Dziękuję, postoję.

Uratował mnie orbitz. Nie tylko uwzględniał największą liczbę linii lotniczych (a zatem kombinacji), to jeszcze umożliwiał niezłe kombinowanie z lotniskami. (wszystkie lotnistka w NYC, albo wszystkie w HOU). Spróbowałam jeszcze programu azuon.com, za jedne 6 euro za 3 miesiące, uwaga, bo w automatycznej subskrypcji na Paypalu, którą trzeba anulować, żeby nie pobierało dalej. Niestety liczba linii lotniczych w tym systemie jest stanowczo nieodpowiednia na loty do Stanów. A lotniska w Houston w ogóle nie znalazłam. No i musiałam zainstalować ten program na PC-cie, bo na MacOS go nie ma.

Wróciłam do orbitz.com i zaraz wyszło na jaw, że nie ma szans, abyśmy przylecieli na to samo lotnisko. Ja będę na JFK, a Młody na La Guardii. Ni hu hu nie da się inaczej. Tyle że moje stosunkowo tanie loty wszystkie chciały być po 22h w Nowym Jorku, co niestety wyklucza jechanie prosto z lotniska na La Guardię po czekające od wielu godzin dziecko. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie przysłać sobie Młodego samolotem dopiero nazajutrz, co by ułatwić sprawę. Wtedy okazało się, że to nie jest szczególnie wygodna opcja dla jego ojca, który chciał też sobie wówczas wyjechać na urlopik.

No to zaczęło się szukanie innych godzin mojego przylotu do Nowego Jorku.
Psim swędem znalazłam na 17h00. Młodego więc posłałam na La Guardię na 20h00. W trzy godziny powinnam dać radę z odprawą, bagażem i zmęczeniem.

A zatem lecę przez Dusseldorf. Chcieli mnie wysłać z WAW o 7 rano, ale się nie dałam i za drobną dopłatą 30 dolców lecę o 9h10. Czekam chwilę w Dusseldorfie i potem Air Berlinem do JFK. Samolot nie będzie najfajniejszy, bo Airbus 330, ale znalazłam na youtube filmik, który pokazuje, że ostatnio wyremontowali te airbusy i są już teraz całkiem znośne. No to może przeżyję. Pomimo długich nóg.

Kolejnym etapem pozbywania się pieniędzy było zaplanowanie naszej wspólnej podróży z Nowego Jorku do Houston. Okazało się oczywiście, że United Airlines nie współpracuje z żadną sensowną linią europejską (poza relatywnie drogimi Austrian Airlines bodajże), więc Młody znowu leci sam, z La Guardii, a ja z JFK, parę godzin po nim. Na szczęście te lotniska nie są tak bardzo daleko od siebie, a La Guardia jest bliżej miasta, więc odstawię go niejako po drodze. Marna pociecha, wiem, no ale nie bardzo mogłam z tym walczyć. On zatem leci ok 16tej i ląduje po 20tej, ja wsiadam na JFK ok 20tej i jestem przed północą w Houston. Czy muszę dodawać, że on ląduje na międzynarodowym lotnisku, a ja na tzw. Hobby? Na szczęście ojciec Młodego i jego żona są elastycznymi ludźmi i obiecali nas zgarnąć. "Skoro już lecisz zza oceanu do nas, to przecież nic nam się nie stanie, jak trochę pojeździmy po mieście".
Dobrzy ludzie :)

Samolot z San Francisco do Warszawy to była już pestka, bo bez dodatkowych elementów maskujących w postaci nastolatka ;) Wystarczyło spytać znajomych na fejsie, żeby dowiedzieć się, że lepiej lecieć na noc (czy ja już mówiłam, że kocham swoich znajomych na FB? Są tak cudowną encyklopedią pełną najbardziej aktualnej wiedzy!). Przez moment była opcja z wylotem z San Jose (polecona mi na FB, oczywiście), bo stamtąd odrobinę taniej, ale miałabym dwie przesiadki, z czego pierwszą w Los Angeles, krótką, a ten krótki lot ma (wedle statystyk orbitz) tylko 52% punktualności. Uznałam, że nerwy mi są zbędne na koniec podróży. Wolę lecieć prosto do Lądka (Heathrow), choć i tak pokibluję tam 3 godziny, zanim mnie wypuszczą do Warszawy.

Przylatuję o 17h20.
Przyjdziecie na lotnisko?  :)

Bilet Młodego chciałam kupić na momondo, bo całkiem nieźle sobie radziło z wyszukiwaniem godzin na trasie Houston-Nowy Jork (uwaga - w Nowym Jorku jest jeszcze trzecie lotnisko, w Newark, i prawie że tam kupiłam Młodemu bilet. Fajnie by było go szukać na La Guardii, podczas gdy on by był kilkadziesiąt mil bardziej na zachód, nie? No i jeszcze pułapka godzinowa - w ostatniej chwili zauważyłam "a.m." obok cyferki 5. Czyli że 5 rano. A miała być 17 ;)
Niestety momondo krzyknęło mi: Halo, halo, ten pan nie ma 15 lat i NIE MOŻE lecieć sam.
Zamarłam na moment, zastanawiając się, które to w takim razie linie lotnicze przyjmują nastolatków bez opieki od 12 roku życia. US Airways? Te nazwy są tak podobne.
Weszłam na stronę United Airlines, odnalazłam odpowiedni zapis, że Młody może, przeklęłam momondo i zaczęłam rezerwować bezpośrednio. Po drodze przeżyłam dwa małe zawały, gdy nie mogłam znaleźć tych samych lotów, które były jedynymi opcjami w naszej układance z czerwonym Porsche i zieloną hulajnogą homofoba. Wystarczyło jednak wpisać właściwe daty i już byłam w domu. Znaczy się w Nowym Jorku ;)

Młodego bilet kosztował 370 dolarów. Za swoje zapłaciłam 1080 dolarów + jakieś 15 dolców, które z niejasnych przyczyn pobrał mi orbitz (odkryłam na koncie karty kredytowej, na razie to jest dopiero blokada, jak się ziści, to będę wyjaśniać). Zapłaciłam kartą visa aquarius, dzięki czemu uruchomiłam sobie ubezpieczenie podróżne (włącznie z leczeniem dentystycznym!) i grzecznie wybrałam miejsca przy oknie na każdym odcinku podróży. (UPDATE - koleżanka na mnie nakrzyczała na FB licznymi wykrzyknikami, więc zmieniłam na miejsca przy przejściu. Bo mam długie nogi. Dzięki, Małgo!)

Czyli ten. Jadę.
"America, watch out!"
Czuję się mnie więcej tak:


5 komentarzy:

  1. Polecam kayak.com the best ever

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapomniałam napisać o kayak.com - wszystkie ceny sprawdzałam również u nich, mieli gorsze niż na orbitz, oraz niektórych opcji nie znalazłam (tej z 17.00 na przykład ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. wszystkie te serwisy mozna sobie wsadzic w....pioro. Kazdy kasuje sobie dodatkowe pieniadze (z czegos musza zyc), to raz. Dwa - nie ma w nich by any means wszystkich lotow i polaczen.
    Trzy - nie ma sensu oszczedzac te 100 czy nawet 200 dolcow na biletach, jesli nie znasz dobrze route i linii ktorymi bedziesz leciec.

    Np. z San Jose jest zwykle taniej na lotach krajowych (niz z San Fran) ale za to przejazd miedzy jednym a drugim miastem :))) taksowka to prawie 100 dolcow. Mozesz jechac pociagiem, ale najpierw wsiadasz w BART (to spod lotniska) potem musisz sie przesiasc w caltrain, a potem tak czy siak taksowka z dworca caltrain w San Jose na lotnisko w San Jose. Cala operacja spokojnie zajmuje ze 2 godziny jak nie wiecej, i cala twoja oszczednosc i tak bedzie zjedzona.

    Poza tym.
    Przy lotach kontynentalnych nie ma sensu kombinowac oddzielnych biletow - zawsze wyjdzie drozej, bo linie po to robia alliance, zeby przyciagnac klientow na calosc lotu i to zawsze jest tansze.

    Poza tym. Wiekszosc linii lotniczych robi cos takiego jak przewiezienie dziecka - tylko trzeba bezposrednio sie do przedstawicielstwa dodzwonic, uzgodnic "zapakowanie" i "odebranie" dziecka oraz (byc moze) dodatkowa oplate. Serwisy sie z tym nie pierdziela bo ani to w ich interesie ani sie oplaca.

    Po trzecie - lotnisko w Newark NIE JEST w NYC. Newark to jest oddzielne miasto, chociaz na tych serwisach pokazuja ze to niby to samo co NYC. Ha ha i jeszcze raz ha - jak ktos probowal sie z tego dostac do NYC to wie, o czym mowie.

    Podsumowujac: chyba masz nawyki z latania po Europie. W USA to tak nie bardzo dziala....

    OdpowiedzUsuń
  4. Jasne, że mam nawyki z latania po Europie :) Poza Europą właściwie jeszcze nie byłam.
    Bardzo to wszystko ciekawe, co piszesz. Dzięki!

    Co do San Jose - ja tam dojadę autem, więc dla mnie nie miało znaczenia, skąd będę wracać ze Stanów. Mogę oddać auto w San Jose, mogę w San Francisco.

    Co do lotów kontynentalnych - wiem, dlatego tak musiałam kombinować z tym biletem Młodego i swoim, bo United Airlines (konieczny dla niego) jest w aliansie z Austrian Airlines na ten przykład, które jednak ma drogie bilety za ocean, więc się nie opłacało.

    Przewiezienie dziecka - sprawdziłam ze trzy inne linie (napisałam do nich) i okazało się, że za każdy odcinek bez opieki musiałabym dopłacić 100 USD. Tylko United pozwala im latać przed 15 rokiem życia BEZ dodatkowej stewardessy.

    No i Newark - tak, jest innym miastem, dlatego koniecznie chciałam go uniknąć. Ale gdyby różnica w cenie była znacząca, to bym rzecz jasna poleciała do Newark. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem stara twoja widzka ze tak powiem. Mieszkam w okolicach Dallas. Możesz się u nas zatrzymać, jak ci jest po drodze. Caminhaa@gmail.com

    OdpowiedzUsuń