środa, 23 stycznia 2013

34

Kiedy jesienią zaczęłam przyglądać się możliwościom dłuższego wyjazdu, wyobrażałam sobie wycieczkę do Ameryki Południowej. Chciałam pojechać do Boliwii, pojeździć tam na motocyklu i wrócić ewentualnie przez Peru. Zahaczyć o Houston, co by odwiedzić osobistego syna i przylecieć ponownie do Europy. Zainspirowała mnie książka Marty i Bartka, "Byle dalej", którą wchłonęłam w czasie urlopu w Czarnogórze. Boliwia została w niej opisana tak pozytywnie, że poczułam natychmiast, że muszę tam kiedyś dotrzeć.

Rzeczywistość zweryfikowała jednak moje plany. Przede wszystkim cena biletów do Boliwii mnie przeraziła (teraz ostatnio znalazłam jakieś tanie połączenia do Peru, a stamtąd autobusem do Boliwii, ale teraz już zmieniłam zdanie). Po wtóre latanie stamtąd do Houston też wcale nie jest tanie, a Houston jest przystankiem obowiązkowym na okoliczność syna. Wreszcie zrozumiałam, że to nie jest tak, że trzeba koniecznie jechać w dżunglę, w góry i do dzikich (co to znaczy "dziki"?) krajów, żeby przeżyć przygodę. Tak po prawdzie to mogłabym równie dobrze pojechać na Suwalszczyznę i spędzić tam cudowny czas z ludźmi całkowicie innymi ode mnie.

Wybrałam Stany. Nigdy tam nie byłam, nie wiem, czy będę ponownie (choć jeśli progenitura zechce tam studiować i znajdzie na to pieniądze, to zapewne będę tam bywać), a wiem, że mieszkają tam ludzie , których nie rozumiem i których zrozumieć nie mogę. Naprawdę nie muszę jechać do dalekiej Azji lub Afryki, żeby dotknąć odmienności. Z pewnością będzie mi łatwiej dogadać się i ogólnie porozumieć, gdyż mówię w ich języku i jestem w miarę zaznajomiona z ich kodem kulturowym, ale to wcale nie znaczy, że ich mentalność, sposób bycia lub reagowania są mi bliskie.

Dla kogoś, kto nie wyjeżdżał dotychczas z Europy (poza krótką wycieczką do Maroko) miesięczny wyjazd do Stanów Zjednoczonych będzie wyprawą jak najbardziej egzotyczną. Chcę mieć oczy otwarte i chcę widzieć to wszystko, co jest inne. A biorąc pod uwagę amerykańską politykę hodowania strachu w ludziach i wykorzystywania tego strachu do wprowadzania coraz to lepszych kontrolujących przepisów, myślę, że tej inności będzie całkiem sporo.

Tak więc, Ameryko, nadjeżdżam. Z pełną świadomością Twojej egzotyczności.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz