sobota, 19 stycznia 2013

31

Nie lubię śniegu w mieście.
Powinien być odgórny zakaz.

Dowiedziałam się wczoraj, że w Helsinkach samorząd zainwestował w podgrzewane chodniki wzdłuż głównej ulicy w mieście (ulica Aleksandra bodajże) i dzięki temu zimą kobiety mogą chodzić w szpilkach. Tu chyba znalazłam zdjęcie z montażu. Podoba mi się ta koncepcja. Ale jeszcze bardziej chciałabym, żeby nad miastami były odpowiednio wielkie balony, które rozpraszałyby śnieg i kierowały go na przedmieścia. Albo miasto w podziemiach - jak system tuneli w Houston , o długości 11 kilometrów, które zamierzam zresztą odwiedzić w kwietniu. Acz oczywiście w Houston to ochrona nie przed śniegiem, a przed gorącem.

Kompletnie się nie nadaję do polskiego klimatu, naprawdę nie lubię zimy i naprawdę potrzebuję słońca, żeby funkcjonować. Dlatego w marzeniach mam kamienny dom w Toskanii,  rower z koszykiem na bagietki oraz cotygodniowy targ ze świeżymi oliwkami. A także drewniany stół na tarasie i fifirifi w powietrzu. A skoro już zaczęłam realizować swoje marzenia, to zakładam, że może i to mi się uda. Sprawdzałam zresztą kiedyś ceny małych domków na południu Francji i porównywałam z cenami mieszkań w centrum Warszawy. Różnice nie są ogromne, wystarczy odrobina dobrej woli, trochę wysiłku, trochę szczęścia i sensowne perspektywy na spłacanie kredytu.

Tymczasem zastanawiam się, jak długo chcę zostać w Stanach i kiedy chcę wrócić do Europy, a także, czy z Madrytu chcę pojechać motocyklem tylko do Barcelony, czy może trochę dalej, aż do Marsylii na ten przykład. Mogłabym odwiedzić znajomych i poczuć wiatr we włosach.
A decyzję muszę podjąć w miarę szybko, bo ceny biletów samolotowych maleć nie będą.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz