piątek, 18 stycznia 2013

29

Prawie 35-letnia kobieta, singielka, 1 dziecko, 1 kredyt hipoteczny, 2 koty niegdyś płci męskiej. Pół roku temu pozwoliła 14-letniemu dziecku wyjechać z byłym mężem na rok do szkoły w USA.
Postanowiła, że wykorzysta ten nagle odzyskany czas dla siebie.
Na jesieni zrobiła prawo jazdy na motocykl i zaczęła biegać, żeby zrzucić wieczną nadwagę. Zimą przekonała swojego szefa, że firma sobie poradzi bez niej przez miesiąc. W styczniu zaczęła ustalać trasę, zbierać doświadczenia swoich przyjaciół, szukać miejsc, gdzie mogłaby się zahaczyć. Odstawiła słodycze i dorzuciła basen raz w tygodniu, bo kilogramy nie odpuszczają. 

Pieniędzy na ten wyjazd właściwie nie ma, ale wie, że to jest jej czas, więc wyskrobała jakieś niewielkie oszczędności i powiększyła limit na karcie kredytowej. Chce zwiedzić Nowy Jork, Nowy Orlean, Los Angeles i San Francisco, wykąpać się w oceanie, przejechać pół Stanów na motocyklu, podszwendać się z dzieckiem osobistym, pójść na koncert Arethy Franklin, porobić zdjęcia ludziom i poczuć się wolna.

--------

Przyjaciółki mówią, że mi zazdroszczą. Każda czego innego. Niektóre wolności, bo dziecko wyjechało i jestem słomianą matką. Inne odwagi, że je tam puściłam. Jeszcze inne tego, że dostałam 5 tygodni urlopu. Albo że nie boję się jechać sama. I że jestem taką optymistką. Ktoś mówi, że jestem szalona i że lepiej kupić dobre auto zamiast wydawać tyle pieniędzy na podróżowanie. Ktoś jeszcze, że to przecież niebezpieczne i jak ja mogę tak wierzyć, że będzie dobrze. Naiwna! 




A ja czuję, że spełniam swoje marzenia. Że po latach pracy nad sobą przyszedł ten moment, kiedy nie muszę już sobie niczego udowadniać i mogę robić to, co chcę. Nie ma sensu dłużej czekać, trzeba wreszcie zacząć żyć. I choćby to brzmiało jak stek trywialnych i patetycznych stwierdzeń, to naprawdę mam w sobie wiarę, że mogę wszystko i że większość ograniczeń tkwi we mnie samej. 


Wiele lat temu wujek mi doradzał w sprawie zarządzania pieniędzmi. Miałam ich więcej, zastanawiałam się, jakie kupić mieszkanie oraz czy zakładać działalność, żeby zarabiać więcej, ale mniej odkładać na emeryturę. Powiedział, żebym nie odkładała nadmiernie. Że energię na podróżowanie i realizowanie marzeń mam teraz, a na emeryturze już może mi się nie chcieć. Że to teraz mam się bawić i cieszyć i czuć się spełniona. A jeśli zabraknie mi potem kasy, to znajdę nowy sposób na zarabianie. 


Przekonał mnie. 





3 komentarze:

  1. piekne podescie, na wdechu przeczytalam i sie zachwycam i zapisuje na swoj osobisty pendrive w glowie na zas. pat

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo kochana! Brawo :)
    Bajka

    OdpowiedzUsuń
  3. podpisuję się pod anonimowym pierwszych
    chociaż nie ja to napisałam ;)

    OdpowiedzUsuń