czwartek, 17 stycznia 2013

27

W ramach lajtowego przygotowania do podróży obejrzałam wczoraj wieczorem film nieszczególnie ambitny, ale w klimacie. A mianowicie "W chmurach" z George'm Clooney'em.

Clooney gra w nim zawodowego "zwalniacza" (z angielskiego "terminator"), czyli osobę, która jeździ po firmach i informuję jej pracowników o wypowiedzeniu umowy. Jego życie toczy się na lotniskach i w tytułowych chmurach, a wynajmowane mieszkanie, z którego korzysta rzadziej niż przez 50 nocy w roku (bo ponad 300 dni spędza w podróży), wygląda jak pokój hotelowy.

Fabuła jest w gruncie rzeczy mało istotna, natomiast niezwykle bliski jest mi klimat lotniska, opowiadanie o najlepszych dealach na okoliczność zdobywania kolejnych "mil" samolotowych na kartach lojalnościowych czy też optymalizowanie czasu spędzonego na odprawach (np. dzięki zakładaniu mokasynów zamiast butów sznurowanych). Zanurzyłam się wczoraj we wspomnieniach z różnych lotów, które odbyłam.

Racjonalna część mojego umysłu wolałaby oczywiście, żeby procedury bezpieczeństwa były uproszczone i zajmowały mniej czasu, ale w gruncie rzeczy bardzo lubię rytm kolejnych etapów zbliżania się do samolotu. Powtarzalność tych gestów ma w sobie coś z mantry, a ja coś z mistyka. Lubię ten moment, gdy siadam w swoim miejscu, zapinam pas i przymykam oczy na czas odlotu. Lubię patrzeć na miasta z góry, w szczególności nocą, gdy światła uliczne tworzą przeurocze sieci powiązań. Lubię też moment wysiadania z samolotu, gdy nareszcie można odetchnąć prawdziwym powietrzem w rękawie lotniska lub na jego płycie.

Nie lubię natomiast tej krótkiej chwili, gdy po oderwaniu się od ziemi, pilot zmienia moc silnika i jest ten prawie niezauważalny moment, gdy masz wrażenie, że samolot zaraz spadnie, bo silniki przestały "ciągnąć".

Kiedy już wreszcie będę duża, chciałabym być pilotem. Albo chociaż kontrolerem lotów. Albo kierowcą tirów. No, w najgorszym wypadku motocyklistką :)


3 komentarze:

  1. co to znaczy "chociaz kontrolerem lotow"? Podobno to jest dużo bardziej odpowiedzialne zajęcie od samego pilotowania:P

    Ja długo nienawidziłam lotnisk.
    A teraz też lubię. Chociaż zawsze przed odprawą stres mnie chwyta, że zapomniałem paszportu któregoś z nielatów, albo coś się nie zgadza "w papierach".

    Z najpiękniejszych wrażeń podniebnych mam dwa. 1 - nocny lot podczas pełni, gdy samolot płynął między pierzynką z chmur a wielgachnym księżycem, 2 - nocny lot z Afryki do Europy, gdy udało mi się "zauważyć" granicę między lądem chyba w Maroku a Morzem Śródziemnomorskim - rozświetlone siateczki nagle się ucinały, na morzu widać było za to samotne punkciki statków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Licencję pilota masz w zasięgu ręki - choćby na Warszawskim Bemowie.. :-) Mnie się zmarnowało baaaardzo wiele mil na karcie lojalnościowej Lufthansy... i żyję. Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń