poniedziałek, 14 stycznia 2013

24

Nie umiem i nie chcę pisać recenzji z lokali w Warszawie, bo ani się na tym nie znam, ani nie jestem specjalistką od przygotowania dań i prowadzenia knajp, jednak ostatnio zdałam sobie sprawę, że całkiem nieźle się poruszam w mieście i znam dużo miejsc, które warto odwiedzić.

Kiedyś poznałam jakiegoś zagraniczniaka, który mówił, że jeśli przyjedzie do Polski to raczej do Krakowa albo Wrocławia, bo Warszawa jest za trudna.
- Jak to? - spytałam zaciekawiona
- W Warszawie nie dotrzesz do fajnych miejsc, jeśli ich nie znasz. W Warszawie musisz mieć kogoś wprowadzającego. Nie ma typowego centrum miasta i trzeba wiedzieć, gdzie szukać.

Sama prawda.

Zacznijmy zatem od mojego Mokotowa. I od pysznego śniadania w Śniadaniowni przy ul. Dąbrowskiego. Jasne wnętrze, smaczne pieczywo, cudne kanapki i inne dobroci typu jajówa z kurkami na jesieni, a także dobra kawa i soki wyciskane, a latem przy upale woda z miętą - to przemiły początek dnia. Przesiedziałam tam kilka poranków ze znajomymi, przy stolikach na zewnątrz (to latem), lub wewnątrz i gdyby nie to, że dieta węglowodanowa oraz chleb średnio mi służą, to zapewne byłabym regularnym bywalcem, a nawet bywalczynią (tak, tak, zwalczam w sobie językową skłonność do nazywania siebie męskimi rzeczownikami).

Stamtąd proponuję przejść łagodnie do Lokalnej, na Różanej i posiedzieć w nieco cichszym otoczeniu (Dąbrowskiego jeździ całkiem sporo aut, a Różana jest z tej strony zamknięta i nie ma wyjazdu na Niepodległości). Wnętrze Lokalnej nie jest tak miłe jak Śniadaniowni, ale zewnętrzne fotele są stanowczo wygodniejsze.

Na Różanej są dwie susharnie, obie zaliczyłam, ale nic szczególnego. Znam lepsze w mieście. Jest też winiarnia Żużu, gdzie można świetnie zjeść (świeże owoce morza!), świetnie się napić (bardzo dobre wino w mieście) i porozmawiać z przemiłym właścicielem. Byłam zaledwie kilka razy, ale znam takich, co bywają regularnie.

Na Dąbrowskiego jest jeszcze Relaks, tuż przy Puławskiej, kawiarnia związana ze środowiskiem rowerowym. Dają tam dobrą kawę, nazwy nie pomnę, przelewową, o lekko orzechowym posmaku. Jakaś afrykańska, rzecz jasna. Polecam. (no i widzicie, te moje recenzje są nic niewarte, przepraszam!). Kiedyś latem siedziałam na zewnątrz, w sobotnie przedpołudnie. Słońce świeciło, a ja omawiałam wszystkie najważniejsze wydarzenia z przyjaciółką. Przyjechałyśmy rzecz jasna na rowerach i czułyśmy się tam bardzo u siebie.

Tuż obok - Warburger, modne ostatnio miejsce z hamburgerami. Jeszcze nie jadłam, więc nie wiem, czy polecam. No ale skoro wszyscy tam chodzą, to pewnie i ja się niebawem skuszę. Podoba mi się ich komunikacja na FB - informują, gdy potrawy się kończą danego dnia i jakoś tak mamią. Jako osoba jedząca nieszczególnie dużo mięsa czuję się zwabiona.

Skoro już jesteśmy przy Puławskiej, to warto zajrzeć do Regeneracji. Polecam ich frytki, nie polecam ich lokalnego browaru (jakoś taki bez smaku). Można tam dostać śliwkowy cydr ukraiński, ten co to ma 8% alkoholu, a nie 4,5%. Zazwyczaj jest tam dużo ludzi, bo to w sumie jedyne takie miejsce w tej okolicy. Mile zaskoczyli mnie tym, że Sylwestra w tym roku zrobili za darmo i po prostu. Jako jeden z kilku warszawskich klubów po prostu byli otwarci tego dnia. Gdyby nie to, że byłam świeżo po wypadku, to prawdopodobnie tam bym zakończyła swoje łażenie po mieście.
Regeneracja jest pozytywnym miejscem dla dzieci, w weekend, w ciągu dnia. I choć nie zamierzam pisać o tym, które knajpy są children-friendly, bo zasadniczo nie jestem targetem takich miejsc, to zauważyłam, że tam te dzieci mi jakoś mało przeszkadzają. Być może dlatego, że jest to całkiem spora przestrzeń.

Idąc w stronę miasta z Regeneracji zaraz dotrzemy do Chleb Sklepu. Nowiutkie miejsce, jeszcze mnie tam nie było, ale ich pieczywo na zakwasie mnie kusi. Można tam kupić kanapkę i wypić kawę i są czynni od 7 rano. Jak dotrę, dam znać.

Po drugiej stronie Puławskiej zaraz mamy Dziki Ryż, knajpę z jedzeniem indyjskim i nie tylko. Lubię tę kuchnię, a w szczegóności chlebki naan z czosnkiem oraz koktajl mango lassi, ale wolę chodzić do Mandali, tej na Emilii Plater. Po pierwsze tam porcje są większe, po drugie smak jest jakiś taki bardziej prawdziwy (nie mam pojęcia jak to smakuje w Azji, nigdy nie byłam), a po trzecie ceny jakieś bardziej adekwatne.

Tuż obok, nadal w stronę miasta są dwa lokale, których jeszcze nie znam. Jasny, drewniany i ładnie rozświetlony Bułkę przez Bibułkę oraz Tbilisi. Pewnie już bym tam dawno się zatrzymała, gdyby nie to, że nie bardzo jest tam jak zaparkować w ciągu dnia. A w niedziele zazwyczaj bywam gdzie indziej. (no dobra, wiem, marna wymówka).

Ale wróćmy trochę do południe. Pasta i basta na Odolańskiej. Poprawne, smaczne jedzenie włoskie. Trochę drogie, ale naprawdę porządne. Bywam tam od święta. Najczęściej z synem, rzecz jasna. Mają całkiem niezłe wino, ale i tak zazwyczaj nie mogę się napić. Taki los kierowcy. Kiedyś naprzeciw była miła knajpa o bliżej mi nieznanej nazwie i dawali w niej pyszne placki ziemniaczane z łososiem. Ale to było dawno temu i nieprawda. Teraz już nic nie ma. (i niczego nie będzie, rzecz jasna, parafrazując niedoszłego polityka z Białegostoku).

Na wprost wylotu Dolnej jest Olkuska. Polecam Burger bar. Jadłam. Smacznie. Frytki bardzo poprawne, mięso w sam raz. Jedna z pierwszych burgerowni w tej okolicy.

A potem pójdźmy do Jordanka na Odyńca. A konkretnie do tego budynku przy Niepodległości, gdzie są 3 miłe knajpki, każda o innym zastosowaniu. Najpierw kobieca Biosfeera. Dobre wegetariańskie (po części wegańskie) jedzenie. Polecam w szczególności danie z sałatą i kozim serem (Koza Italiana) oraz naleśniki szpinakowe z serem. A także imbir hot, czyli przepyszny napój imbirowo-cytrynowo-miodowy. Koktajle też niczego sobie. Wygodne siedzenia, miłe wnętrze, doskonałe miejsce na pogaduchy z przyjaciółką albo spotkanie biznesowe.

Tuż obok knajpa turecka, Efes. Od ulicy najlepsze w mieście kebaby na baraninie. (lawasz, średni sos, 13 zł), a wewnątrz całkiem niezła herbata turecka (słodka!), kebab na talerzu i poprawne kofty. Nie za drogo, smacznie, wygodnie, choć trochę zapach zostaje na ubraniu. Mój syn lubi też ichniejszy ajran, ja niekoniecznie.

I wreszcie trattoria - z jednej strony Mood Cafe, z dobrymi bardzo ciastami bezowymi i niezłą kawą, połączone z dobrą włoską trattorią. Mają świetną pizzę (na bardzo cienkim cieście), niestety nie dowożą, ale można zamówić na wynos. Makarony też są ok, ale to ich pizza mnie każdorazowo przyciąga. Obłsuga niestety bardzo taka sobie, szczególnie latem, gdy klientów jest więcej, lub gdy rodzice z dziećmi wylęgną na plac. Ale dobra pizza jest tego warta. Szkoda tylko, że zimą są czynni tylko do 21. W sumie rozumiem, bo o tej porze niewielki już tam ruch, ale i tak wolałabym wiedzieć, że mogę spokojnie się tam spotkać ze znajomymi o 20 i nikt mnie nie będzie wyganiał.

Wracając do Puławskiej można zajść do BanjaLuki na dobre bałkańskie jedzenie. Dla mnie to miejsce jest jednak za duże, za głośne i za dużo w nim dzieci. Nie bez znaczenia jest fakt, że bez rezerwacji bywa tam ciężko o miejsce oraz że muzyka na żywo jest jakaś taka angażująca. Wolę mniejsze lokale, bardziej przytulne, ale polecam tym, co po powrocie z Chorwacji tęsknią za plejskavicą. Jest tam bardzo smaczna.

No i last, but not least, Boston Port na Okolskiej, tuż obok BanjaLuki. Taka buda, pawilon, nic szczególnego, a w środku najlepsze w mieście ryby. Dodatki do nich bywają trochę zbyt barowe, frytki, warzywa bez szczególnej okrasy ani przyprawy, ale ryby są naprawdę smaczne. I jest ich wybór taki, że oczywiście nigdy nie wiem, co zamówić, bo połowy nazw nie znam. Boston Port ma też przepyszną zupę rybną (uwaga, nietypową, bo mączną i bez pomidorów), którą polecam wszystkim zmarzniętym jazdą rowerem po śniegu lub wymęczonym pływaniem na pobliskiej Warszawiance.






3 komentarze:

  1. Banja Luka już w nowym miejscu na ulicy Szkolnej.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, oczywiście że się przeprowadzili - przeoczyłam. Jak widać, nawet swojej dzielnicy nie znam wystarczająco dobrze :) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Obok Pasty i Basty była kiedyś Esencja smaku. Przenieśli się na Marszałkowską 8 i nazwali "Delikatesy Esencja". Zdecydowanie mniej kameralnie. Jedzenie już nie zachwyca, ale poprawne i niektóre potrawy naprawdę ciekawe.

    OdpowiedzUsuń