niedziela, 5 sierpnia 2012

20

Powrót do rzeczywistości i Polski trwał stanowczo za długo, a autokar nie był już tak wygodny jak w tamtą stronę. Dodatkowo serpentyny wzdłuż wybrzeża chorwackiego mnie totalnie rozwaliły, a może to ten młody kierowca, który się dopiero uczył je pokonywać. Dość powiedzieć, że musiałam w środku nocy poprosić panów, żeby się na moment zatrzymali, co bym mogła pozbyć się reklamówki z nieciekawą, płynną i jeszcze ciepłą treścią. Na szczęście miałam torebkę pod ręką, więc obyło się bez ofiar w ludziach.

Wyjazdy autokarowe są niewątpliwie tanią opcją spędzania wakacji i pozwalają obejrzeć kawałek świata (głównie autostradowy w większości Europy, ale przecież nie tylko). Problem jednak w tym, że firmy organizujące muszą (?) oszczędzać i dość konkretnie eksploatują swoich pracowników. Trochę się znam na przepisach dotyczących czasu jazdy i odpoczynku kierowców (doświadczenie zawodowe sprzed paru dobrych lat), więc po powrocie napisałam mail do Inspekcji Transportu Drogowego, żeby sprawdzili tę firmę. Opisałam, ile godzin jechali, jakie robili przerwy oraz co mówili na temat swoich kolejnych wyjazdów. Nie wyglądało na to, żeby byli w stanie zrobić swoje 8 godzin odpoczynku w ramach 30 godzinnych okresów. Mogę się oczywiście mylić i na wykresówkach wyjdzie, że wszystko jest w porządku. Niech specjaliści sprawdzą. Podejrzewam, że odpuściłabym, gdyby nie to, że panowie ze zmęczenia pomylili drogę w Krakowie i zamiast na Warszawę pojechali na Olkusz, żeby potem wrócić na krajówą 7, co przedłużyło nasz powrót o kolejną godzinę albo i półtorej.  Oni naprawdę byli wykończeni, a w Warszawie czekała kolejna grupa, którą mieli zawieźć do Hiszpanii.

Tymczasem wróciłam już tydzień temu i realność świata zawodowego mnie zaatakowała dość okrutnie. Obrobiłam jednak trochę zdjęć (wywaliłam te, które się do niczego nie nadają), więc będę stopniowo uzupełniać poprzednie wpisy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz