niedziela, 8 lipca 2012

9

Pierwszy raz wynajęłam samochód na Majorce.

Prawdopodobnie nie zdobyłabym się na to, gdyby nie koleżanka. Zakładałam, że jest to albo bardzo drogie, albo z pewnością będą chcieli mnie oszukać, a ja nie będę wiedziała, jak im powiedzieć, że to zauważyłam. Tymczasem kumpela zapoznana na wyjeździe chciała pojechać na jednodniową wycieczkę ze swoim synem i szukała towarzystwa. Wymyśliła, że wynajmie auto i weźmie mnie ze sobą. Okazało się jednak, że nie tylko ona nie mówi najlepiej w lokalnych językach obcych (pan był akurat hiszpańsko- i niemieckojęzyczny, angielskiego nie lubił), ale jeszcze nie ma wypukłej karty kredytowej i nie bardzo chcą jej to auto wydać.

Wzięłam więc na siebie, zupełnie nieprzygotowana na to, że to będzie takie proste.
Przychodzisz, wybierasz auto, wypełniasz jakiś formularz, zostawiasz numer karty kredytowej i dostajesz kluczyki i dowód rejestracyjny w zamian. Oczywiście warto dokładnie przeczytać, co obejmuje ubezpieczenie (parę lat później, na Krecie np. nie obejmowało szkód, które by się wydarzyły poza asfaltowymi drogami) i ewentualnie zrobić zdjęcia samochodu w chwili pobierania go z wypożyczalni, ale to by było na tyle.

Wypożyczyłyśmy, pojechałyśmy na drugą stronę wyspy, świetnie się bawiłyśmy z dziećmi w jakimś wodnym parku, w drodze powrotnej obejrzałyśmy Palmę de Mallorca (niestety była niedziela, życie zamarło, więc snułyśmy się po pustych wąskich kamiennych uliczkach) i wróciłyśmy grzecznie do naszego hotelu, tankując nieco po drodze, żeby oddać auto z tą samą ilością benzyny. Warto pilnować kwestii ilości paliwa, która ma być w baku w chwili oddania. Na Krecie pobrałam bowiem auto z paliwem nieco powyżej jednej czwartej baku, a oddałam gdy wskazówka była nieco poniżej tej jednej czwartej. Panowie się bardzo pultali, że powinnam dopłacić. Sprawa trafiła do rezydentki i krakowskim targiem zapłaciłam połowę żądanej przez nich kwoty.
Nieprzyjemne, niestety.

W tym roku wybieram się do Czarnogóry, jedziemy autokarem (!), więc prawdopodobnie na miejscu spróbuję coś wynająć na 2-3 dni, co by pojeździć po górach i może wyskoczyć do Albanii (o ile umowa będzie na to pozwalała). Wezmę albo klimatyzowane małe auto, co by niewiele paliło, albo coś większego ze zdjemowanym dachem. Na Krecie było to Suzuki Jimny, z napędem na 4 koła. Ale tam to jest uzasadnione, bo wiele jest dróg utwardzanych, bez asfaltu, które wiodą do pięknych plaż i widoków z klifów.



Czasami jeżdżę na wakacje swoim własnym autem i wtedy wszystko sama organizuję, czasami jednak wolę wykupić wyjazd w internecie i nie martwić się szczegółami. Kiedy wybieram tę drugą opcję, staram się wypośrodkować między ceną a jakością. Najchętniej jest to oferta klasy średniej, aby na miejscu dysponować większym budżetem na wydatki dodatkowe, czyli koszty zmienne. Wolę zresztą kupić wyjazd bez wyżywienia, albo tylko ze śniadaniem (bo rano nie bardzo chce się chodzić do sklepu), zwłaszcza, że posiłki w hotelach bywają nadmiernie monotonne, słabo przyprawione, a w szczególności robione po taniości. Nieraz wystarczy wyskoczyć do najbliższej tawerny i od razu jedzenie zaczyna być przyjemnością, a nie obowiązkiem. Po co więc kupować opcję wyżywienia w ofercie katalogowej, skoro i tak będziemy łazić po knajpach na miejscu. 

No i jeszcze jedno - wybieram takie oferty wakacyjne, za które mogę zapłacić kartą kredytową. Nie dość, że uruchamia mi to ubezpiecznie podróżne (taką mam opcję w swoim banku), to jeszcze w przypadku ogłoszenia upadłości firmy przed datą mojego wyjazdu, mogę zgłosić się do banku o zwrot pieniędzy ze wględu na nieotrzymanie zakupionej usługi.
W kontekście ostatnich wydarzeń z firmą SkyClub to nie jest bez znaczenia.

W tym roku wybrałam poznańską firmę FUNCLUB, głównie ze względu na pasujące mi terminy. Mam nadzieję, że nie będę żałować ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz