środa, 4 lipca 2012

8

Jakieś 12 lat temu chodziłam po paryskich uliczkach, ulicach i skwerach i zastanawiałam się pełna zazdrości, dlaczego we Francji można zjeść śniadanie poza domem, zatrzymać się na krótką kawę, chwycić croissanta i polecieć dalej, a w Polsce restauracje otwierają się o 11. Albo o 13.

Kawę rano można było wypić na dworcu.
Ewentualnie w McDonaldsie albo innej smacznej sieciówce.
O, jeszcze na stacji benzynowej.

Zmieniło się, nie?
Właśnie nadaję do Was z Coffe Heaven gdzieś w mieście. Bywam tu regularnie od kilku miesięcy na poranne spotkania z przyjaciółką. A miejsc, gdzie mogę pójść na śniadanie, potrafię bez zastanowienia wymienić kilka w odległości nie większej niż 3 km od mojego domu.



Odzyskaliśmy przestrzeń publiczną.
Jednoznacznie.
(ale o tym kiedy indziej, teraz zbieram się w drogę. Do biura)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz