wtorek, 17 lipca 2012

13

Na pierwszy rzut oka Czarnogora nie powala. Brudno, bezlładnie, wiele placów budowy. Wjechalismy od polnocy autokarem i bardziej mnie interesowalo to, co w kindlu mi sie dzialo, a konkretnie w krymianle Ch. Lackberg, od widokow za oknem. Niczym sie to bowiem nie roznilo od wybrzeza chrowackiego, ktoremu zdazylismy sie juz przyjrzec przez poprzednich kilkaset km. Budva niewielka, wlasciwie dosc mala, jak na glowny resort turystyczny kraju. Ale z drugiej strony przeciez nasze Miedzyzdroje tez nie sa ogromne.



Mieszkamy w pensjonacie u wylotu z miaseczka, czy tez moze inaczej - niedaleko gor. To nowsza czesc miasta, nowe budynki, niektore w nowczesnej architekturze apartamentowcow. Mlody stwierdzil, ze przypomina mu to miastecko wilanow. I cos w tym jest.

Poszlismy sie przejsc. Plan Budvy byl po 3 eur, ale my nie mielismy nawet tyle, wiec najpierw znalezlismy bankomat (malo widoczne), a potem juz nam sie nie chcialo kupowac planu. Zasadniczo jednak uwazam, ze posiadanie planu miejsca do ktorego sie jedzie, jest dobrym pomyslem. Lubie wiedziec, gdzie mniej wiecej mam isc, i gdzie znajduje sie najblizsza stacja metra. W Budvie niestety metra nie ma i nie ma za bardzo gdzie sie schowac przed upalem. A cieplo jest calkiem konkretnie - dzis jakies 35 stopni w cieniu. Ale w koncu po to tutsj przyjechalam. Zeby nabrac ciepla, slonca i nagrzac sie na caly kolejny rok.

Wiadomo, im dalej od promenady ("jak w Ustce, Mamo, albo na Krecie"), tym taniej. nad morzem kalmary gotowane, podane na szpinaku kosztowaly 9 eur, w knajpce pareset metrow dalej juz tylko 7. Byly calkiem smaczne, z kielizkiem lokalnego bialego wina, rzecz jasna. Mlody wzial plejskavice, przepyszny balkanski hamburger, z frytkami domowymi.



Plaza w miescie jak to plaza w miescie - brudna, zatloczona, pelna ludzi, dzieci, muzyki i sprzedawcow durnostojek i gowienek. lezaki po 5 eur, chyba za komplet, czyli para plus parasol. woda ciepla, dno kamieniste. Rezydentka nam polecila niedrogą przeprawe lodka na wyspe sv. Nikolas, ktora jest rowniez zwana lokalnym hawaii, gdzie plaza miala byc duzo lepsza. Obawiam sie, ze wcale tam nie pojechala, bo na wyspie plaza mocno kamienista, dno malo dostepne z powodu kamieni, lezaki tam samo drogie, a jedzenie i picie drozsze. butelka wody po 3 eur, podczas dy w sklepie bula za 0,80 eur. Wyspeka jest byc moze urokliwa, ale nie o tej porze roku i wtedy, gdy ponad polowa jest zamknieta z powodu remontu (albo czegokolwiek innego, co wymaga dzwigow i koparek). ale wykapalismy sie, nabralismy opalenizny (to Mlody) lub zaczerwienienia (to ja) i poczulismy sie jak na urlopie. Wreszcie.



Za to po powrocie (3 eur w obie strony, platne na brzegu) zjedlismy przemila kolacje w restauracji niedaleko portu. ja tym razem kalmary smazone, a Mlody cevapci. Do tego wypilam kufel lokalnego piwa o nazwie, ktorej teraz nie wspomne. Zaskoczylo mnie - lokalne piwa rzadko bywaja dobre, zwlaszcza na poludniu Europy, a to mialo wystarczajaco goryczki i smaku, zeby cudnie zakonczyc posilek.

Wieczorem pojdziemy sie przejsc i na lody, dzis wszak urodziny Mlodego. Podobno Budva to najwieksza imprezownia w tej okolicy. Czas to sprawdzic. Zajdziemy moze raz jeszcze na dworzec autobusowy. Wycieczki zorganizowane sa bardzo fajne dla kogos, kto sie boi sam jezdzic. Jednak kosztuja duzo wiecej niz wycieczki samodzielne i maja te wade, ze wymagaja socjalizowania sie z ludzmi, ktorych niekoniecznie bysmy zaprosili na kolacje do domu. Dlatego stanowczo wole sama jezdzic. Nawet kosztem przewodnika po polsku. Przewodnik papierowy tez calkiem duzo mowi, a nieraz robi to duzo bardziej poprawna polszczyzna niz ten zywy. Zreszta, skoro juz mamy internet, to grzechem byloby nie skorzystac z tego, co w nim znajdziemy na temat okolicznych miejscowosci i atrakcji Czarnogory.


A propos komunikacji - kupilismy lokalne karty sim do telefonow w tmobile. Za 5 eur jest starter i w nim 5 eur rozmow. I promocyjne ceny smsow - na 5 numerow z Czarnogory lub krajow osciennych mozemy miec bezplatne smsy. dla mnie bomba. jak doladuje karte na kolejne 5 eur to dostane darmowy dostep do Facebooka. Czego to czlowiek nie zrobi, zeby pozostac wiernym nalogowi :)
No dobra, ide sie wykapac, bo morze było calkiem slone i peeling z soli na pewno jest zdrowy, ale kiedys wypada go zmyc. Zdjecia beda, ale raczej po powrocie, bo tu nie bardzo mam jak je zgrac. I wybaczcie brak polskich znakow - jestem leniem i nie chce mi sie uczyc sie pisac z polskimi na ipadzie. Ale pocieszam sie, ze lenistwo jest przymiotem ludzi inteligentnych.

PS - jutro chcemy pojechac na plaze niedaleko wyspy sw. Stefana. Wedle naszego informatora, nalezy wysiasc troche wczesniej z autobusu, przejsc przez kemping o nazwie czerwony costam (lomatko, czemu ja nie umiem zapamietywac nazw i imion?), przy kiblach pojsc w prawo i znajdziemy sie na przepieknej plazy, do ktorej droga prowadzi przez kamienie. uwaga, koniecznie w prawo, bo na lewo jest plaża dla naturysow.
hmmm, we'll see :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz