niedziela, 19 marca 2017

281. Sycylia - koszt tygodniowej wycieczki

To nie był wyjazd oszczędnościowy. Założyliśmy sobie pewien luz finansowy, zwłaszcza, że ogromnie potrzebowaliśmy odpoczynku. Z niektórych wydatków można było oczywiście zrezygnować, i - jak to R mówi - mogliśmy wziąć konserwy z domu, mogliśmy też siedzieć w mieszkaniu i nie łazić tyle po knajpach, lodziarniach, kawiarniach i barach.
Samochodu też mogliśmy nie wynajmować, a skoro już go mieliśmy, to przecież wcale nie trzeba było tyle jeździć. Bogu dzięki nie znaleźliśmy za wiele muzeów, więc przynajmniej ten koszt nam odpadł ;)

Ale jednocześnie poszczególne składowe nie były drogie.
A mianowicie:

1. Samolot.
Bilety kupowałam w listopadzie w Wizzair.com. Była kilkudniowa promocja -20%, miałam kartę Wizz Discount (która daje nieco lepsze ceny, można na nią kupić bilety dla siebie i osoby towarzyszącej), długo się nie zastanawialiśmy, bo wiosna w ciepłym kraju jest zawsze na propsie. Wraz z jednym bagażem rejestrowanym (do 23 kg, za ok. 150 zł) wydaliśmy 650 zł na dwie osoby.

2. Samochód.
Na Sycylii samochód się przydaje, choć wcale się tam łatwo nie jeździ. Wynajęliśmy sobie autko w rentalcars.com na dwa tygodnie przed przylotem. Wypożyczenie na 7 dni w promocji (dodatkowy kierowca + upgrade do klasy B, stanęło na oplu corsa) za 290 zł. Staramy się nie wybierać najtańszych lokalnych wypożyczalni, bo z nimi bywają problemy (tak twierdzą oceniający w serwisach), tym razem padło na Locauto, które miało całkiem rozsądne recenzje. Na miejscu przez krótki moment zastanawiałam się nad dopłatą do pełnego ubezpieczenia. W rentalcars takie dodatkowe ubezpieczenie miało mnie kosztować 1200 zł (lub 350, w zależności od tego, gdzie kliknęłam, ale wydaje mi się, że to tańsze nie obejmowało pełnego ubezpieczenia na wypadek kradzieży). Na miejscu pani mi zaproponowała pełne ubezpieczenie za dodatkowe 160 EUR.
Bez tego ubezpieczenia miałam wkład własny w wysokości 1000 EUR w razie uszkodzenia i/lub 1600 EUR w razie kradzieży.
Zaryzykowałam, nie dopłaciłam, wszystko się dobrze skończyło, mamy protokół z oddania, że żadnych nowych szkód ani rysek nie stwierdzono.

(NB. - czy już Wam pisałam, że przed odebraniem auta z wypożyczalni należy je bardzo dokładnie obejrzeć z pracownikiem obsługi, żeby zanotować wszystkie rysy i szkody, bo często ich nie ma w systemie, a następnie przy oddawaniu zadbać o to, żeby w protokole mieć potwierdzenie, że nowe rysy się nie pojawiły? No i ciekawostka - na Sycylii w Locauto jest tolerancja dla szkód i rysek do 5 cm. Na początku nas to zdziwiło, ale wystarczy obejrzeć ich samochody i trochę pojeździć w ich ruchu ulicznym, żeby zrozumieć, że te małe ryski są realnie najmniejszym zmartwieniem. W przeciwieństwie do Niemiec, gdzie na lotnisku w Monachium pan z obsługi oglądał kiedyś moje auto z lupą w ręku. Dosłownie.)

3. Paliwo.
Przejechaliśmy następującą trasę:
Katania - Palermo - Trapani.
Trapani - Erice - Trapani.
Trapani - Corleone - Katania - Acireale.
Acireale - Siracusa - Taormina - Acireale.
Acireale - Etna - Acireale.
I na lotnisko.
W sumie 1100 km. Auto pobiera się z pełnym bakiem, i z pełnym bakiem należy oddać. Benzyna jest nieco droższa niż u nas, a raz to nawet daliśmy się nabrać. Tzw. self service kosztował mniej (1,55 EUR za litr), ale płatność kartą nie działała. A usługa wykonana przez obsługę (i możliwość zapłaty kartą w budce) kosztowała 0,17 EUR więcej. Za każdy litr.
Wtedy zapłaciliśmy ponad 1,70 EUR za litr.
Zgadnijcie w jakim mieście i skąd wiecie, że w Corleone?
Na paliwo poszło w sumie 110 EUR.

4. Autostrady są prawie wszystkie darmowe, poza niewielkim odcinkiem przy Katanii, więc koszt autostrad pomijalny (jakieś 5 EUR w sumie).

5. Parkowanie też nam się udawało w większości za darmo. W Trapani mieliśmy wielki darmowy parking 100 metrów od domu, a trochę bliżej placyk, na którym wszyscy parkowali gdzie bądź. W Erice było jeszcze bezpłatnie, bo sezon zaczyna się 15 marca,  a my tam trafiliśmy dzień wcześniej. Z tej radości daliśmy panu stojącemu i naganiającemu 2 EUR i upewniliśmy, że będzie pilnował. W Marsali byliśmy pociągiem. W Corleone dość łatwo znaleźliśmy miejsce namalowane na biało (w uproszczeniu: białe - bezpłatne, niebieskie - płatne, żółte - nie wolno). W Katanii zapłaciliśmy z 1,50 EUR za dwie godziny parkowania, byłoby więcej, ale parkomatu szukaliśmy przez pół godziny. Literalnie. Aż doszliśmy do taksówkarza, który nam wyjaśnił, że mamy szukać dalej i że na pewno gdzieś jest. W Syrakuzach najpierw zaparkowaliśmy na niebieskim, ale nie było parkomatów (tym razem naprawdę, były tylko słupki z informacją, że można płacić specjalną apką). Na szczęście trwała sjesta, więc parkowanie bezpłatne. Potem przeparkowaliśmy bliżej wyspy i znaleźliśmy białe miejsca, przy jakichś blokach. I do tego w cieniu. Pełen wygryw. Na Etnie każą ci zadeklarować, czy na godzinę (1,20 EUR), czy na pół dnia (3,50 EUR) i dają karteczkę, którą odpowiednio oznaczasz (o której przyjechałaś) i umieszczasz za szybą. Wzięliśmy dwie karteczki na godzinę, nie oznaczyliśmy, bo nie wiedzieliśmy jak, nikt nie dawał faka, bo jeszcze przed sezonem i parking właściwie pusty. Przez chwilę zastanawiałam się, czy pan sprzedający bilety realnie chce, żebyśmy cokolwiek zapłacili.

6. Atrakcje:
- wjazd na Erice wąskimi serpentynami - darmowo + kilka siwych włosów. Zjeżdżałam już normalną trasą, taką dla autokarów.
- prom na Favignana z Trapani - ok. 17 EUR w tę i z powrotem. W jedną stronę promem z samochodami (ponad godzinę), w drugą stronę wodolotem (ok. 30 minut). Bez samochodów. Bardzo polecam. Cudna wyspa egadzka. Z przedziwnymi kamieniołomami. Zeszliśmy ją pieszo (tę mniejszą połowę), tamtego dnia zrobiliśmy jakieś 17 km. Nogi odpadały, ale było warto. W sezonie można pożyczyć rower albo skuter.
- spacer po Marsali i degustacja ichniejszego wina (smakuje trochę jak słaba pigwówka) - pociąg kosztował ok. 8 EUR za osobę w obie strony.
- park archeologiczny w Syrakuzach - 10 EUR od osoby. Tak sobie polecam, bo teatr grecki akurat w remoncie, latomia del paradiso nieczynna, grób Archimedesa totalnie zamknięty i to chyba od dawna, no i połowa teatru rzymskiego też odgrodzona. Jedynie ucho Dionizosa cudnie puste, ciemne i echujące.
- Etna - lepiej trafić nie mogliśmy, bo akurat od kilku dni jest jak najbardziej aktywna. Baliśmy się, że nas nie wpuszczą, albo co, ale podobno zamykają tylko wtedy, gdy wiatr jest za wielki na kolejkę. Dym im nie przeszkadza ;) Po 30 EUR na łebka za funivia (warto. Samochodem wjeżdża się na 1900 metrów, stamtąd kolejką na 2500 m). Potem za kolejne prawie 40 EUR można wjechać jeszcze wyżej ratrakiem zmienionym w ratrakobus, ale nam się włączyło januszowanie i zrezygnowaliśmy. Foty spod dymiącego wulkanu też mamy niezłe, a nad sam krater i tak by nas nikt nie wpuścił.
- Suweniry spod Etny - R postanowił mi kupić korale z lawy, ja do tego chciałam pasujące kolczyki. Niestety okazało się, że ani tam kartą nie można płacić, ani bankomatu nie ma. Mieliśmy jedynie 16 EUR w gotówce, akurat na korale. Panu się chyba na tyle spodobaliśmy, że kolczyki dał mi za darmo, a wcześniej je ... zrobił, bo akurat nie było takich, które chciałam najbardziej. R wydobył z kieszeni banknot 20-złotowy, wyjaśniliśmy, że to więcej niż paczka papierosów albo dwa piwa w knajpie albo sześciopak w sklepie. Popatrzył na nas dziwnie.

7. Na jedzenie wydaliśmy dużo. Na pizze, foccacie, croissanty, świeże krewetki z targu, pomarańcze, mandarynki, truskawki, wołowinę w plastrach, pomidory, sery, szynki, bagietki, wino, kawę, kawusię, espresso co chwila w postaci szotów, risotto, ravioli, spaghetti, kanapki, lody, i cudne inne włoskie specjały, które nam same wchodziły do koszyków, toreb i na talerze. W przeciętnej knajpie zostawialiśmy między 20 a 35 EUR na dwoje. Ale pizza do domu (w 15 minut) nas kosztowała 6 EUR.

8. Mieszkanie. Znaleźliśmy na booking.com, bo jakoś nam ostatnio wychodzi, że tam jest taniej niż na airbnb.com. Do wyboru, do koloru. Zwłaszcza poza sezonem. W sumie ok. 300 EUR za 7 noclegów w świetnych lokalizacjach (Trapani, Acireale), z internetem (mniej lub bardziej działającym) i pełnym wyposażeniem kuchni.

9. Praktykalia.
- Mapy Google ściągnięte w wersji offline na telefon, żeby nawigacja nie zjadała internetu.
- Internet kupiony w njumobile - 30 zł za 500 MB. Po odłączeniu automatycznego odświeżania i aktualizacji, akurat starcza na tydzień swobodnego przeglądania internetów, bez netflixa i tym podobnych.
- Kurs EUR - mam kartę płatniczą w EUR w mBanku (subkonto jest bezpłatne). W dni powszednie dostępny jest w internecie mKantor, który ma całkiem dobre kursy wymiany. Kupuję zatem euracze za pieniądze ze swojego codziennego konta, natychmiast się pojawiają na koncie w EUR i oczywiście robię to wszystko przy użyciu apki w telefonie. (limity na płatności zdalne też tam można ustawić, w wypożyczalni samochodu musiałam szybko zmienić limit na karcie na płatności "korespondencyjne", bo okazało się, że depozyt za auto jest blokowany właśnie w taki sposób)
- warto wziąć ze sobą ładowarkę samochodową, co by telefon móc podładować między atrakcjami. I powerbanka warto też mieć, bo bateria szybko schodzi, gdy się robi dużo zdjęć (a na pełnym słońcu trzeba je robić na pełnym ekranie).
- Włoskie kontakty elektryczne są odrobinę inne. Tzw wąskie wtyczki wchodzą bez problemu, okrągłe czasami bywają za grube (tak to z pulchnymi bywa). W obu naszych mieszkaniach były przejściówki i przedłużacze, ale w razie czego warto mieć wtyczki obu rodzajów (zwłaszcza, że ładowarki komputerowe są głównie okrągłe).

10. Godziny otwarcia sklepów i knajp.
Nie pytajcie mnie. Nic nie zrozumieliśmy. Gdy nachodził nas głód, zazwyczaj wszystko było nieczynne, zwłaszcza w godzinach obiadowych. Gdy chcieliśmy zjeść kolację, knajpy były jeszcze puste. Gdy chcieliśmy do sklepu, to okazywało się, że ten akurat supermarket w środowe popołudnia jest nieczynny.
Zauważyliśmy jednak pewne prawidłowości - większość sklepów jest czynna rano, do południa, część z nich otwiera się także po południu, koło 16.00, większość knajp rusza koło 19.00.
Reszta pozostaje tajemnicą. Nie to co w Polsce, że otwarte bez przerwy i w nocy także. Ahoj przygodo!

Tymczasem wróciliśmy.

Więc leżę już na swojej prywatnej kanapie, segreguję paragony i faktury, zaraz wstawię drugie pranie i zastanawiam się, na ile realne byłoby zamieszkanie na Sycylii w sezonie zimowym, a przyjeżdżanie do Polski, gdy tam nastaje stonka turystyczna i nadmierne upały. Widzieliśmy ogłoszenia z mieszkaniami 100-metrowymi za 60 000 EUR. Wystarczyłby dobry internet, a z tym raczej nie powinno być problemu, bo tam wszędzie 4G.

I kilka par majtek na zmianę.

Erice. Wąskie kamienne uliczki i zapach historii. 

Palermo. Podobno brzydkie miasto. 

Praca marzeń? 

Marsala. Urocza. 

Widok na Trapani i morze. Z Erice. 

Port w Trapani. 

Kamieniołomy na wyspie Favignana

Favignana. Pocztówkowe tło do selfików

"O, spójrz, jakie ładne konie tam stoją!" 

Syrakuzy. Port. 

Szanowna Pani Etna. Królowa Sycylii.